Ranking najlepszych kremów z filtrem SPF pod makijaż 2026 [TOP 10]
SPF pod makijaż – dlaczego dziś to dla mnie punkt obowiązkowy
Pamiętam dzień, kiedy pierwszy raz zobaczyłam swoje przebarwienia na zdjęciu z letniego wesela. Makijaż dopracowany, fryzura idealna, a jednak coś „nie grało” – na policzkach i czole wyraźnie odcinały się ciemniejsze plamy. To był moment, w którym naprawdę zrozumiałam, co znaczy codzienna ochrona SPF, nie tylko na plaży, ale też pod makijażem, w mieście, w biurze, nawet zimą.
Krem z filtrem pod makijaż to już nie tylko „fajny dodatek”. To realna inwestycja w skórę – jej zdrowie, równy koloryt i opóźnienie starzenia. Kiedy przygotowywałam swoje zestawienia kremów z filtrem, okazało się, że zdecydowana większość najlepszych produktów ma SPF 50+. Taki poziom ochrony realnie pomaga zmniejszyć ryzyko powstawania przebarwień nawet o 30–50 procent, jeśli naprawdę używamy go codziennie i w odpowiedniej ilości.
Ciekawe jest też to, że SPF nie działa „liniowo”. SPF 50 blokuje ok. 98% promieni UVB, a SPF 25 – ok. 96%. Różnica na papierze wygląda imponująco, ale w praktyce kluczowe są dwie rzeczy: jak dużo produktu nakładasz i jak często go dokładasz. Cieniutka warstwa SPF 50 chroni gorzej niż porządnie nałożone SPF 30. A większość z nas – i widzę to w rozmowach z czytelniczkami – nakłada go zwyczajnie za mało.
⚡ PRO TIP: Laboratoria mówią o dawce ok. 2 mg kremu na 1 cm² skóry. W praktyce na twarz i szyję to najczęściej pełna „linijka” kremu na dwóch–trzech palcach, a nie delikatna „kropelka”.
Promieniowanie UV to nie tylko słońce na plaży. UVA przenika przez szyby i chmury, działa cały rok i to ono w dużej mierze odpowiada za starzenie, utratę jędrności i przebarwienia. UVB mocniej „piecze” – powoduje oparzenia i uszkadza DNA komórek, co zwiększa ryzyko nowotworów skóry. Do tego dochodzi jeszcze światło niebieskie (HEV) z ekranów i promieniowanie IR, które nasila stany zapalne.
Kiedy pracowałam w jednej z redakcji, moje biurko stało przy dużym oknie. Pół dnia w cieniu, pół w słońcu. Po kilku miesiącach zauważyłam, że „okienna” strona twarzy starzeje się szybciej – więcej przebarwień, suchsza skóra. To był dla mnie namacalny dowód, że powiedzenie „przecież siedzę tylko w biurze” kompletnie mija się z rzeczywistością.
Dlatego wysoki SPF pod makijaż to nie fanaberia. To tarcza, która – jeśli dobrze dobrana – nie musi wcale oznaczać ciężkiej, tłustej warstwy podkładu. Nowoczesne, lekkie formuły SPF 50 naprawdę potrafią wchłaniać się szybko, nie rolować się i współpracować z makijażem jak dobra baza.
Jak powinien zachowywać się krem z filtrem pod makijaż?
Dla mnie kluczowe pytanie brzmi nie tyle „jaki SPF wybrać”, tylko: „jak on się zachowuje na skórze przez cały dzień?”. Bo możesz mieć krem z najlepszymi filtrami, ale jeśli roluje Ci podkład, bieli twarz albo świeci się jak oliwa, po prostu przestaniesz go używać.
Idealny krem SPF pod makijaż jest lekki, szybko się wchłania, nie zostawia białego filmu i nie ciągnie się jak silikonowa baza. Lubię, kiedy na skórze zachowuje się trochę jak serum – jest wyczuwalny, ale nie „siedzi” na twarzy jak dodatkowa, ciężka warstwa.
Tutaj świetnie sprawdzają się nowoczesne filtry chemiczne i hybrydowe. W przeciwieństwie do klasycznych filtrów mineralnych, nie bieleją skóry, więc podkład wygląda naturalnie, a odcień twarzy nie różni się od szyi. Filtry mineralne mają swoje plusy (szczególnie przy skórach wrażliwych i alergicznych), ale to właśnie chemiczne są zwykle idealne pod makijaż, bo nie tworzą tego charakterystycznego, mlecznego woalu.
Kiedy testowałam różne formuły na potrzeby jednego z rankingów, robiłam prosty test: nakładałam SPF, odczekiwałam 10 minut i potem standardowy, mój codzienny podkład. Jeśli po godzinie na nosie i brodzie miałam „ciasto” i rolki produktu – krem lądował na półce „do używania w weekend, bez makijażu”.
Skład, który realnie robi różnicę
W kremach, które najczęściej polecam, ochrona przeciwsłoneczna idzie w parze z pielęgnacją. To szczególnie ważne, jeśli nie lubisz „warstwowania” 5 kosmetyków rano. Lirene, Bielenda czy Revox w swoich SPF-ach często łączą filtry z:
- witaminą E,
- alantoiną,
- ekstraktami roślinnymi (np. nasiona chia, złota alga),
- składnikami nawilżającymi, jak kwas hialuronowy czy hialuronian sodu.
Dzięki temu krem z filtrem może być jednocześnie lekkim kremem na dzień.
Jeśli Twoja skóra bywa reaktywna, zwróć uwagę na dodatkowe składniki kojące: aloes, ekstrakt z centelli azjatyckiej, pstrolistki, adenozynę. To one łagodzą podrażnienia, lekko „uspokajają” naczynka i dorzucają efekt przeciwstarzeniowy.
Holika Holika Aloe Waterproof Sun Gel SPF 50+ to dobry przykład takiej nowoczesnej formuły. Żelowa konsystencja, szybkie wchłanianie, zero bielenia i lekkość, którą doceni zarówno cera mieszana, jak i dojrzała z przebarwieniami. U mnie sprawdził się świetnie jako filtr „do miasta” – makijaż trzymał się na nim spokojnie przez dzień zdjęciowy, bez konieczności ciągłego poprawiania pudru.
Z kolei Miya mySPFcream SPF 50+ świetnie odnajduje się w roli bazy. Nakładam go po serum, daję skórze 5–10 minut „spokoju”, a potem dopiero sięgam po podkład. Dzięki temu otrzymuję równą, lekko nawilżoną powierzchnię – bez smug, bez suchych placków. Co ważne, ta formuła jest zaprojektowana tak, żeby pasować właściwie do każdego typu skóry.
Algodrops SPF 50 to kolejny lekki zawodnik, który często przewija się na blogach i forach. Ma bardzo fluidową, „wodnistą” konsystencję, więc nie spływa i rozprowadza się równomiernie. U wielu kobiet stał się po prostu stałym elementem porannej rutyny – tym bardziej, że dobrze znosi dokładanie kolejnych warstw makijażu.
SPF a typ cery – jak dobrać filtr, żeby współpracował, a nie przeszkadzał
Jedna z najczęstszych wiadomości, jakie dostaję od czytelniczek, brzmi: „Mam cerę tłustą/suchą/wrażliwą i każdy filtr robi mi krzywdę. Co wybrać?”. Tu naprawdę nie ma jednego, uniwersalnego rozwiązania, ale są pewne kierunki, które mocno ułatwiają życie.
Cera tłusta i mieszana
Przy cerze tłustej priorytet jest prosty: jak ochronić skórę i jednocześnie nie zamienić się w świecącą kulkę już po dwóch godzinach. Dlatego szukam dla takich cer formuł lekkich, o wykończeniu satynowym lub matowym, często z lekką kontrolą sebum.
Dobrym przykładem jest Skin79 – filtry tej marki łączą lekką teksturę z efektem delikatnego matowienia, nie tworząc jednocześnie płaskiego, „sucharkowego” efektu. Skóra nadal wygląda jak skóra, ale nie musisz co chwilę wyciągać bibułek matujących.
Przy tłustej cerze wiele osób lepiej toleruje filtry chemiczne lub nowoczesne hybrydy niż klasyczne minerały, które potrafią wizualnie dodawać „ciężkości” i pogrubiać teksturę skóry. Kluczowe jest też dobre domknięcie pielęgnacji – jeśli nakładasz pod SPF ciężki, tłusty krem, nawet najlepszy matujący filtr sobie z tym nie poradzi.
Cera sucha
Sucha skóra potrzebuje czegokolwiek, co nie podkreśli suchych skórek i linii mimicznych. Tu SPF musi zachowywać się jak bardzo dobry krem nawilżający, a dopiero potem jak filtr.
Veoli Botanica świetnie się w tę potrzebę wpisuje. Ten krem jest często wskazywany jako numer jeden przy suchej skórze, bo łączy wysoką ochronę przeciwsłoneczną z porządnym nawilżeniem i ukojeniem. Po jego użyciu skóra jest miękka, elastyczna, a podkład wygląda, jakby miał na czym „usiąść”, a nie jakby walczył o przetrwanie na spękanej pustyni.
Zdarzało mi się malować znajome na większe wyjścia i bardzo szybko zobaczyłam, że tam, gdzie pod makijażem był suchy, ściągający filtr, korektor automatycznie wchodził w zmarszczki. Dobrze dobrany SPF potrafi wręcz poprawić wygląd makijażu na suchej cerze.
Cera wrażliwa
Przy skórze wrażliwej filtr potrafi być albo najlepszym przyjacielem, albo największym wrogiem. Jeśli buzia reaguje zaczerwienieniem, pieczeniem czy rumieniem, sięgam po formuły prostsze, hipoalergiczne, często apteczne.
Purito, La Roche-Posay czy Pharmaceris mają całe linie delikatnych SPF-ów, projektowanych właśnie z myślą o wrażliwcach. Często opierają się na filtrach mineralnych lub bardzo łagodnych mieszaninach filtrów chemicznych, bez zapachów, bez zbędnych „fajerwerków” w składzie. Dodatkowym plusem jest to, że wzmacniają barierę hydrolipidową – a to u skór wrażliwych jest absolutnie kluczowe.
Pharmaceris wyróżnia się jeszcze jednym aspektem: ich produkty stworzone z myślą o przebarwieniach mają w badaniach producenta ponad 98% skuteczności w redukcji zmian barwnikowych. To świetna opcja, jeśli oprócz ochrony chcesz też stopniowo rozjaśniać istniejące plamy.
Na marginesie: w polskich, miejskich warunkach, jeśli większość dnia spędzasz w biurze i tylko dojeżdżasz do pracy, porządnie nałożony SPF 30 na co dzień w zupełności wystarcza. Po SPF 50 sięgam przede wszystkim wtedy, kiedy mam dłuższą ekspozycję – intensywny dzień w mieście, event na zewnątrz, urlop, długie spacery czy jazdę autem w słońcu. W tym tekście skupiam się na SPF 50, bo świetnie sprawdza się u osób z tendencją do przebarwień i przy kuracjach złuszczających czy retinoidach.
Konkretne marki, które robią świetne SPF pod makijaż
Przygotowując materiały o filtrach, siłą rzeczy przetestowałam sporo produktów – od koreańskich hitów, po klasyczne apteczne bestsellery. Z czasem zaczęły się wyraźnie rysować pewne grupy faworytów.
Koreańskie marki, takie jak Beauty of Joseon czy Holika Holika, niemal zawsze pojawiają się w czołówkach rankingów. Mają formuły przypominające serum: lekkie, aksamitne, bez białego filmu, idealnie pod makijaż. W wielu zestawieniach wpadają do TOP5 aż w czterech na sześć przypadków – to nie jest przypadek, tylko konsekwentnie dopracowane formuły.
Z drugiej strony są polskie perełki – BasicLab czy Veoli Botanica – które fantastycznie „słyszą” potrzeby różnych typów cery. BasicLab świetnie radzi sobie z cerami mieszanymi i problematycznymi, Veoli – z suchymi i dojrzałymi.
Nie zapominam też o markach typowo dermatologicznych: Resibo, Sesderma, La Roche-Posay. To często wybory kobiet po wizytach u dermatologa, kiedy filtr ma już nie tylko chronić, ale też wspierać terapię (np. przy trądziku, kuracjach kwasami, retinolem).
Skin79 i Purito łączą z kolei delikatne konsystencje z naprawdę wysoką ochroną – idealne dla tych z nas, które nie lubią czuć, że „coś” mają na twarzy. Epionce ze swoim tonowanym SPF 50 dorzuca jeszcze funkcję lekkiego podkładu, co może być wybawieniem przy porannym pośpiechu.
Koreańskie vs polskie vs apteczne – czym się realnie różnią?
Poniżej zostawiam porównanie, które dobrze pokazuje, jak rozkładają się akcenty między różnymi grupami filtrów:
| Cecha / Marka | Koreańskie kremy (Beauty of Joseon, Holika Holika) | Polskie kremy (BasicLab, Veoli Botanica) | Apteczne kremy (La Roche-Posay, Pharmaceris, Lirene, Bielenda, Revox) |
|---|---|---|---|
| Konsystencja | Lekka, aksamitna, serum-podobna | Dobrze dopasowana do różnych typów cery | Często bogatsza, ale dobrze tolerowana |
| Efekt bielenia | Brak efektu bielenia | Minimalny lub brak | Zazwyczaj brak, choć zależy od formuły |
| Poziom ochrony SPF | Najczęściej SPF 50+ | SPF 50+ | Przeważnie SPF 50+ |
| Redukcja przebarwień | Umiarkowana, wspomagana przez codzienne stosowanie | Wysoka, szczególnie u suchych cer | Bardzo wysoka, np. Pharmaceris >98% redukcji zmian barwnikowych |
| Popularność w rankingach | TOP5 w 4 na 6 rankingów | Wysokie miejsca zwłaszcza w specyficznych typach skóry | Stabilna obecność, rekomendacje dermatologów |
| Dodatkowe właściwości | Komfortowa baza pod makijaż | Nawilżenie i adaptacja do cery | Skuteczność terapeutyczna, redukcja przebarwień |
⚠ UWAGA: Często spotykam się z przekonaniem, że „krem BB z SPF 15/20 mi wystarczy”. Niestety, większość kosmetyków kolorowych z filtrem nie daje wystarczającej ochrony, bo nakładamy ich zbyt mało. Podkład z SPF może być dodatkiem, ale nie zastąpi dedykowanego kremu z filtrem nałożonego pod spód.
Tonowany krem z filtrem – kiedy to ma sens?
Tonowane kremy z filtrem uwielbiam za dni, kiedy naprawdę nie mam czasu ani ochoty na pełny makijaż, a jednak chcę wyglądać „jak człowiek”. Jeden produkt, który jednocześnie chroni, lekko wyrównuje kolor i maskuje drobne niedoskonałości – brzmi jak marzenie, prawda?
Epionce SPF 50 to dobry przykład takiego rozwiązania. Chroni skórę, jednocześnie delikatnie ją tonuje. Dla wielu kobiet spokojnie zastępuje klasyczny podkład, szczególnie jeśli cera nie ma większych problemów. Rano – szybkie mycie, serum, tonowany SPF, odrobina korektora pod oczy, róż na policzki i jesteś gotowa.
Ważne jest jednak zrozumienie jednej rzeczy: tonowany krem z filtrem to pełnoprawny SPF tylko wtedy, gdy nałożysz go w odpowiedniej ilości. A większość z nas, chcąc uzyskać efekt lekkiego makijażu, nakłada go raczej jak podkład – cienką warstwę. To oznacza niższą ochronę niż widnieje na opakowaniu.
Dlatego często mówię tak: jeśli masz tonowany SPF i chcesz na nim polegać jako na głównej ochronie, staraj się nałożyć go odrobinę więcej, niż nakładałabyś klasycznego podkładu, a wcześniej sięgnij po lekkie serum czy krem nawilżający, żeby łatwiej się rozprowadzał. Jeżeli wolisz bardzo lekką, cieniutką warstwę – potraktuj go jako kosmetyk kolorowy i połóż go na klasyczny, bezbarwny filtr.
Jak nakładać SPF pod makijaż, żeby naprawdę działał?
W teorii wszystko jest proste: mycie, pielęgnacja, krem SPF, makijaż. W praktyce zaczynają się schody: rolowanie, smugi, świecenie, „gryzienie się” produktów. Sama przerobiłam ten scenariusz wielokrotnie.
Mój sprawdzony schemat wygląda tak:
- Oczyszczam skórę i nakładam lekkie serum (np. nawilżające lub antyoksydacyjne).
- Jeśli cera jest sucha – cieniutka warstwa lekkiego kremu nawilżającego.
- Po chwili dopiero SPF – w odpowiedniej ilości.
- Czekam 5–10 minut, aż filtr „ułoży się” na skórze.
- Potem dopiero sięgam po podkład czy krem BB.
Ten moment „poczekania” robi ogromną różnicę. Kiedyś, spiesząc się rano na nagranie, nałożyłam podkład właściwie od razu po SPF-ie. Efekt? Smugi, grudki, wszystko jechało po twarzy jak po śliskiej tafli. Od tamtej pory kilka minut przerwy traktuję jak inwestycję, a nie stratę czasu.
Jeśli chodzi o ilość – lepiej odrobinę za dużo niż za mało. Zbyt cienka warstwa sprawia, że realny SPF na Twojej skórze jest znacznie niższy niż deklarowany na opakowaniu. Cieniutko nałożony SPF 50 może chronić słabiej niż poprawnie nałożony SPF 30.
⚡ PRO TIP: Jeżeli obawiasz się, że grubsza warstwa SPF sprawi, że podkład będzie się ślizgał, wybierz lekkie, szybko schnące formuły, takie jak Holika Holika Aloe Waterproof Sun Gel, Algodrops SPF 50 czy Miya mySPFcream. To produkty zaprojektowane właśnie po to, by nie rolowaly się i nie obciążały makijażu.
Reaplikacja SPF w ciągu dnia – jak to zrobić na makijażu?
Teoretycznie powinniśmy reaplikować filtr co około 2 godziny. W praktyce: pracujesz, masz spotkania, makijaż zrobiony rano, zero szans na zmywanie wszystkiego i zaczynanie od nowa. Znam to aż za dobrze.
Tutaj pomagają dwa typy produktów: mgiełki z filtrem i pudry z SPF. Mgiełkę możesz delikatnie spryskać na twarz z odległości, starając się nie moczyć jej zbyt obficie. Dobrze zrobiona nie rozpuści Ci podkładu ani pudru, a odświeży ochronę. Pudry z filtrem działają jak klasyczny puder wykańczający, a jednocześnie dorzucają dodatkową warstwę ochronną.
W trakcie jednego letniego festiwalu, na którym robiłam wywiady w pełnym słońcu, mgiełka z filtrem uratowała mi skórę. Co dwie–trzy godziny szybkie „psik-psik” między rozmowami – i nawet po całym dniu w upale nie miałam uczucia spalonej, ściągniętej twarzy.
⚠ UWAGA: Nawet najlepiej dobrany SPF nie będzie działał, jeśli użyjesz go raz o 7:00 rano, a potem spędzisz dzień w pełnym słońcu bez żadnego odświeżenia ochrony. Jeżeli dużo chodzisz po mieście, pracujesz w terenie, jedziesz na wycieczkę – potraktuj reaplikację jak coś równie oczywistego jak napicie się wody.
Pamiętaj też, że samo podbijanie SPF kosmetykami kolorowymi (podkład, puder, róż z filtrem) nie wystarczy, jeśli pod spodem w ogóle nie ma klasycznego kremu z filtrem. To dodatek, nie baza.
SPF 30 czy 50 – co na co dzień?
W polskich, miejskich warunkach SPF 30 to bardzo rozsądny wybór na zwykły dzień: dojazd do pracy, biuro, krótki spacer, zakupy. Jeżeli nakładasz go w odpowiedniej ilości i naprawdę robisz to codziennie, jesteś już krok milowy przed większością osób, które po filtr sięgają tylko na urlopie.
Po SPF 50 sięgam szczególnie wtedy, gdy:
- mam skłonność do przebarwień,
- jestem w trakcie kuracji kwasami czy retinoidami,
- czeka mnie dużo słońca – spacer, praca w terenie, wyjazd, długi dzień „w biegu”.
Mit o tym, że SPF 50 blokuje 100% promieni UV, można spokojnie odłożyć między bajki. On blokuje ok. 98% UVB – to dużo, ale nie absolutna tarcza nie do przejścia. Dlatego nawet przy SPF 50 tak ważne jest dokładanie produktu w ciągu dnia, szczególnie przy dłuższej ekspozycji.
Najczęstsze pytania o SPF pod makijaż – moje odpowiedzi
Jak wybrać krem SPF pod makijaż?
Szukaj lekkiej, szybko wchłaniającej się formuły, która nie bieli, nie roluje się i nie zostawia tłustego filmu. Jeżeli masz cerę tłustą – delikatnie matujące wykończenie pomoże utrzymać świeżość w ciągu dnia. Przy suchej – stawiaj na SPF-y z wyraźnym komponentem nawilżającym, jak Veoli Botanica czy niektóre polskie dermokosmetyki. Cera wrażliwa zwykle najlepiej reaguje na produkty hipoalergiczne z apteki lub łagodne koreańskie formuły bez zapachu.
Jak stosować krem SPF pod podkład?
Nakładaj go na oczyszczoną, osuszoną skórę – po serum i (jeśli potrzebujesz) lekkim kremie nawilżającym. Daj mu kilka minut, żeby się wchłonął i „związał” ze skórą. Dopiero potem aplikuj podkład, najlepiej delikatnym wklepywaniem, a nie mocnym pocieraniem. Dzięki temu nie „zdejmiesz” filtra z twarzy i unikniesz smug.
Jak reaplikować SPF na makijaż, nie niszcząc go?
Zamiast klasycznego kremu, który mógłby rozpuścić podkład, sięgnij po mgiełkę z filtrem lub puder z SPF. Mgiełkę psikaj z większej odległości, cienką chmurką; puder delikatnie wklepuj pędzlem lub gąbeczką tam, gdzie najczęściej dotykasz twarzy lub gdzie słońce działa najmocniej (czoło, nos, policzki). W ciągu dnia możesz dodatkowo użyć bibułek matujących, żeby zebrać sebum przed dołożeniem kolejnej warstwy produktu z filtrem.
Podsumowując: dobry krem z filtrem pod makijaż to nie jest „jeszcze jeden” kosmetyk, ale baza, na której opiera się cała reszta. Jeśli wybierzesz formułę, która współpracuje z Twoją skórą i makijażem, SPF przestanie być przykrym obowiązkiem, a stanie się tak samo oczywisty jak mycie zębów. I po kilku sezonach w lustrze czy na zdjęciach naprawdę zobaczysz różnicę.