Jakie kosmetyki dla kobiet na co dzień? Lista podstawowych produktów do pielęgnacji i makijażu
Codzienna pielęgnacja twarzy – rutyna, która naprawdę działa
Codzienna pielęgnacja twarzy to nie fanaberia, tylko bardzo przyziemna inwestycja w skórę i w głowę. Kiedy pytam klientki w gabinecie, z czym kojarzy im się poranna pielęgnacja, często słyszę: „to jedyny moment dnia, kiedy jestem naprawdę tylko dla siebie”. I liczby to potwierdzają – 86% kobiet mówi, że kosmetyki są stałym elementem ich codziennych przyzwyczajeń.
Dobrze poukładana rutyna to czystsza, spokojniejsza skóra, mniej podrażnień i realna profilaktyka starzenia. Aż 76% kobiet przyznaje, że docenia kosmetyki przede wszystkim za wpływ na kondycję i wygląd skóry. Jednocześnie 69% traktuje pielęgnację jak formę relaksu, a 38% wręcz określa poranny rytuał jako kluczową część dnia.
Z drugiej strony praktyka pokazuje coś, czego w statystykach już tak wyraźnie nie widać: im bardziej skomplikowana rutyna i im więcej aktywnych składników naraz, tym częściej kończy się to pieczeniem, zaczerwienieniem i „wysypem” zamiast efektu wow. Na forach o pielęgnacji regularnie przewija się ten sam schemat: im prostszy zestaw kosmetyków, tym spokojniejsza skóra.
W Polsce kobiety sięgają średnio po około 11 kosmetyków dziennie. To sporo – dlatego tak ważne jest, by każdy z nich miał sens i swoje zadanie, zamiast być kolejnym „bo była promocja”. Jeden dobrze dobrany krem czy serum potrafi zrobić dla skóry więcej niż pięć przeciętnych produktów, które tylko dublują działanie.
Minimalizm w kosmetyczce – ile produktów naprawdę wystarczy?
Często słyszę pytanie: „Ile kosmetyków powinnam używać?”. Moja odpowiedź po latach pracy jest zawsze podobna: tyle, ile Twoja skóra jest w stanie spokojnie udźwignąć. Zwykle to mniej, niż podpowiadają reklamy.
Na co dzień spokojnie wystarczy kompletny, ale prosty zestaw 6–10 produktów. Więcej zwykle dokłada chaosu, mniej – bywa za mało, jeśli chcesz zadbać i o higienę, i o ochronę przeciwstarzeniową.
Kiedyś pracowałam z klientką, która przyszła z dwiema wypchanymi kosmetyczkami. Używała wszystkiego naraz i miała wrażenie, że „skóra jest coraz gorsza”. Skończyłyśmy z siedmioma produktami, których używa do dziś – i nagle okazało się, że cera wcale nie jest „problematyczna”, tylko była przeładowana.
W praktyce komplet codziennych produktów często wygląda tak:
- łagodny produkt do oczyszczania twarzy – żel, pianka albo olejek, który domywa sebum, zanieczyszczenia i makijaż, ale nie „ściąga” skóry jak mydło,
- krem nawilżający (lżejszy lub bogatszy, w zależności od typu skóry),
- produkt z filtrem SPF 30–50 – to Twoje podstawowe narzędzie anti‑aging, a nie „dodatek na lato”,
- żel lub olejek do mycia ciała,
- balsam lub krem do ciała,
- dezodorant,
- krem do rąk.
Do tego możesz dorzucić 3–6 lekkich produktów do makijażu. I to naprawdę wystarcza, żeby czuć się zadbaną, a jednocześnie nie spędzać pół wieczoru w łazience.
⚡ PRO TIP: jeśli masz wrażenie, że Twoja rutyna jest zbyt skomplikowana, spróbuj zrobić test: przez dwa tygodnie używaj tylko oczyszczania, kremu nawilżającego i SPF. Dopiero potem dołóż jeden produkt specjalistyczny (np. serum). Skóra bardzo szybko pokazuje, kiedy zaczyna jej być lżej.
Filary codziennej pielęgnacji twarzy
Każda rozsądna rutyna twarzy opiera się na czterech filarach: oczyszczaniu, (opcjonalnej) tonizacji, nawilżaniu i ochronie przeciwsłonecznej. Wszystko inne – sera, esencje, maski – to dodatki.
Kiedy konsultuję pielęgnacje, bardzo często okazuje się, że półka jest pełna „serum na to i tamto”, a brakuje… porządnego kremu nawilżającego albo filtra. A to właśnie te proste produkty robią 80% roboty.
Oczyszczanie twarzy – fundament, od którego wszystko się zaczyna
Na skórze przez cały dzień zbierają się pot, sebum, pył, zanieczyszczenia z powietrza i makijaż. Jeśli nie zmyjesz tego porządnie, żaden krem ani serum nie będą działały tak, jak obiecują.
Dobrze sprawdza się dwuetapowe oczyszczanie. Pierwszy krok to produkt na bazie oleju – olejek, balsam, czasem mleczko. Tłuszcz rozpuszcza tłuszcz, więc taki kosmetyk świetnie radzi sobie z makijażem, filtrami SPF i sebum, a przy tym nie rozbija nadmiernie bariery hydrolipidowej.
Drugi krok to łagodny żel albo pianka z delikatnymi detergentami. Chodzi o to, żeby domyć resztki olejku, pot i kurz, ale nie zostawić skóry „skrzypiąco czystej” – to pierwszy krok do przesuszenia i rozchwiania bariery ochronnej. Zbyt agresywne mycie to prosta droga do nawracających zaskórników, trądziku i zaczerwienień.
Tu dochodzi jeszcze jeden ważny detal, o którym rzadko mówi marketing: płyny micelarne. Na opakowaniach często widzisz obietnicę „bez spłukiwania”, ale zostawione na skórze micele (czyli surfaktanty) potrafią ją podrażniać. W praktyce najlepiej traktować micel jako pierwszy krok demakijażu, a potem po prostu zmyć go wodą i/lub żelem.
Widziałam niejedną osobę, która codziennie „myła” twarz tylko płynem micelarnym na waciku. Skóra była zaczerwieniona, piekąca, a winą obarczano „alergię na wszystko”. Po wprowadzeniu normalnego mycia wodą i żelem sytuacja często poprawiała się w kilka tygodni.
Codzienny, lekki makijaż sam w sobie nie szkodzi skórze – pod warunkiem, że używasz lekkich, niekomedogennych formuł i naprawdę dokładnie je zmywasz, najlepiej właśnie dwuetapowo.
Tonik, esencja, kwasy – dodatek, a nie religia
Tonik lub esencja to nie jest magiczny produkt, bez którego pielęgnacja nie ma sensu. To po prostu krok, który może pomóc: wyrównać pH po myciu, dołożyć nieco nawilżenia czy delikatnie złuszczyć skórę.
Tonik z kwasem glikolowym bywa tu dobrym przykładem. Działa jak bardzo łagodny peeling chemiczny – przyspiesza złuszczanie, wygładza skórę, pomaga w rozjaśnianiu przebarwień i dodaje tak zwanego glow. Wiele osób po włączeniu takiego toniku mówi: „wyglądam, jakbym się wreszcie wyspała”.
Ale są też drugie historie, których na forach jest równie dużo: czerwone policzki, pieczenie, uczucie „papieru” na twarzy. Najczęściej tam, gdzie kwasy wjechały za często, za mocno, w kilku produktach naraz. Nadgorliwe złuszczanie łatwo narusza barierę hydrolipidową, szczególnie przy cerze wrażliwej.
Jeśli masz skórę skłonną do niedoskonałości, kwasy o działaniu antybakteryjnym i przeciwzapalnym (np. salicylowy) potrafią być ogromnym wsparciem. Klucz tkwi w dawce i częstotliwości – kilka razy w tygodniu zamiast „codziennie i jeszcze w serum”.
⚠ UWAGA: pieczenie i szczypanie po kosmetyku nie są dowodem na to, że „mocno działa”. To może być sygnał, że uszkadzasz barierę ochronną. Jeśli po toniku czy kwasach skóra długo piecze, jest gorąca i zaczerwieniona, nie licz na efekt „przyzwyczai się” – to raczej wołanie o przerwę.
Nawilżanie – bez tego nawet najlepsze serum nie pomoże
Krem nawilżający to produkt, po który sięga 73% kobiet w Polsce – i dobrze, bo bez sensownego nawilżenia cały plan pielęgnacyjny poważnie kuleje. Nawilżona skóra lepiej się broni, wolniej się starzeje, mniej się czerwieni, lepiej toleruje składniki aktywne.
Dla cery suchej zwykle potrzebne są bogatsze formuły, które wzmacniają barierę lipidową i ograniczają ucieczkę wody. To mogą być kremy z ceramidami, olejami, substancjami okluzyjnymi, które „uszczelniają” skórę i łagodzą uczucie ściągnięcia.
Przy cerze tłustej i mieszanej często widzę inny problem: „Odstawiłam krem, bo mam tłustą cerę, po co jeszcze bardziej ją natłuszczać”. Efekt? Skóra przesuszona, rozregulowana, produkująca jeszcze więcej sebum. Tłusta cera też potrzebuje codziennego nawilżania – tylko w lekkiej wersji: emulsje, żelowo‑wodne kremy, formuły niekomedogenne.
Serum z witaminą C to z kolei mocny zawodnik do zadań specjalnych. Antyoksydanty wymiatają wolne rodniki, wspierają produkcję kolagenu, pomagają wyrównać koloryt. U wielu kobiet regularne stosowanie takiego serum przekłada się na „zdrowszy”, bardziej rozświetlony wygląd skóry, nawet jeśli nic innego w pielęgnacji się nie zmienia.
Krem pod oczy? Delikatna skóra wokół oczu ma nieco inną budowę, cieńszą warstwę lipidową, szybciej pokazuje zmęczenie i zmarszczki. Dlatego osobny produkt pod oczy ma sens, zwłaszcza jeśli walczysz z obrzękami, cieniami czy pierwszymi oznakami starzenia w tej okolicy.
Jednocześnie nie u każdej osoby musi to być osobny krok. Jeśli Twój krem do twarzy jest dobrze tolerowany pod oczami, bez podrażnień, nic złego się nie dzieje, gdy nie masz dedykowanego kosmetyku. Dużo większe spustoszenie robią trzy różne kremy „na wszystko” niż jeden dobrze dobrany, używany konsekwentnie.
SPF – najskuteczniejszy kosmetyk przeciwstarzeniowy na co dzień
Jeśli miałabym zostawić w Twojej kosmetyczce tylko jeden produkt o działaniu anti‑aging, zostawiłabym filtr SPF 30–50. To nie jest przesada. Promieniowanie UV to główna przyczyna przedwczesnego starzenia się skóry, przebarwień i elastyczności, która znika szybciej, niż byśmy chciały.
Mit „SPF tylko latem” w praktyce mocno szkodzi. UVA przenika przez chmury i szyby, działa cały rok. To dlatego osoby, które codziennie prowadzą samochód albo siedzą przy oknie, mają czasem wyraźnie więcej zmarszczek po jednej stronie twarzy.
W mojej pracy często widzę to u osób, które przez lata nie używały filtra: cera na czole i policzkach ma zupełnie inną teksturę niż na szyi czy pod linią żuchwy, gdzie słońce dociera słabiej.
Idealny scenariusz na dzień wygląda prosto: serum (opcjonalnie), krem nawilżający, a na koniec krem z filtrem SPF 30–50 chroniący przed UVA i UVB. Jeśli lubisz skracać kroki, możesz sięgnąć po krem na dzień z wysokim filtrem – byle rzeczywiście miał pełną ochronę w zakresie 30–50, a nie jedynie symboliczne SPF 10.
Stosowany codziennie, także zimą i w pochmurne dni, krem z filtrem robi dla skóry więcej niż większość „cudownych” ampułek. Po latach różnica między osobą, która chronicznie używa SPF, a tą, która tego nie robi, jest bardziej widoczna niż po jakimkolwiek kremie „na zmarszczki”.
Jak dobrać kosmetyki do typu skóry (i nie zwariować)
Dobór kosmetyków „pod typ skóry” brzmi jak banał, ale w praktyce często widzę zupełnie oderwane od potrzeb zestawy: ciężkie, odżywcze kremy na cerze z trądzikiem albo wysuszające żele u kogoś z rumieniem i ściągnięciem.
Przy suchej skórze sens mają formuły tłustsze, bogatsze – regenerujące i odbudowujące barierę ochronną. Tutaj lekki, szybko wchłaniający się krem wodny zwykle nie wystarcza i prowadzi do tego, że skóra po godzinie znowu „woła o pomoc”.
Przy cerze tłustej i mieszanej lepiej sprawdzają się żele, emulsje, lekkie kremy. Dobrze, jeśli mają w składzie substancje o działaniu przeciwzapalnym czy antybakteryjnym (przy trądziku), ale bez przesady z agresją – zbyt mocne „odtłuszczanie” tylko napędza produkcję sebum. I koniecznie formuły niekomedogenne, czyli takie, które nie zatykają porów.
Skóra wrażliwa i reaktywna najlepiej dogaduje się z prostymi składami i dermokosmetykami. Mniej perfum, barwników i „udziwnień” oznacza mniejsze ryzyko podrażnień. Tu im krótszy skład i mniej obietnic na etykiecie, tym często bezpieczniej.
⚡ PRO TIP: to, że produkt jest „naturalny”, nie oznacza, że będzie łagodny. Naturalne ekstrakty roślinne bardzo często silniej uczulają i drażnią niż dobrze zaprojektowane, „nudne” chemiczne składniki. O bezpieczeństwie decyduje całe opracowanie i stężenie, a nie to, czy coś pochodzi „z natury”.
Warto też pamiętać, że typ i potrzeby skóry nie są dane raz na zawsze. Zmieniają się wraz z wiekiem, hormonami, dietą, lekami, klimatem, a nawet trybem pracy. Ten sam zestaw kosmetyków rzadko sprawdza się przez pięć–dziesięć lat bez korekt. Gdy ktoś mówi mi: „od 15 lat używam dokładnie tego samego kremu”, prawie zawsze widzę po skórze, że to nie jest komplement.
I jeszcze jedno: jeśli po kosmetyku skóra mocno szczypie, pali, robi się czerwona – to nie jest znak, że „naprawdę działa”, tylko że coś jest nie tak. Delikatne mrowienie przy kwasach może się zdarzyć, ale stały, silny dyskomfort to powód, by produkt odstawić, nie zaciskać zęby.
Codzienna pielęgnacja ciała – minimum, które robi różnicę
Pielęgnacja ciała zwykle przegrywa z twarzą, dopóki… skóra na łydkach nie zacznie swędzieć, a na ramionach nie pojawią się suche plamy. Wtedy nagle okazuje się, że żel pod prysznic to coś więcej niż „ładny zapach”.
Dobry żel lub olejek do mycia ciała powinien usuwać zanieczyszczenia, pot i resztki kosmetyków, ale nie zostawiać skóry tak suchej, że trzeba od razu szukać balsamu ratunkowego. Przy codziennym myciu agresywne detergenty w żelach szybko rozwalają barierę hydrolipidową i zaczynają się krótko mówiąc – problemy.
Po kąpieli balsam lub krem do ciała naprawdę robi różnicę, zwłaszcza w sezonie grzewczym albo przy częstych zmianach temperatury. Nawilżona skóra mniej swędzi, lepiej wygląda, jest bardziej odporna na otarcia, podrażnienia i zaczerwienienia.
Dłonie to osobna historia: myte kilkanaście razy dziennie, poddawane detergentom, zimnu, suchemu powietrzu. Krem do rąk to jeden z tych kosmetyków, który „przestaje być fanaberią”, kiedy skóra zaczyna pękać i boleć. W badaniach około 86% kobiet traktuje kosmetyki higieniczne (w tym dezodorant) jako absolutny fundament codziennej pielęgnacji – nie bez powodu.
Lekki makijaż na co dzień – jak nie zrobić krzywdy skórze
Lekki makijaż dzienny nie musi być wrogiem pielęgnacji. Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy produkty są ciężkie, komedogenne i niedokładnie zmywane. Jeśli baza jest lekka, niekomedogenna i dobrze usuwana – codzienny makijaż można spokojnie pogodzić ze zdrową skórą.
W praktyce często wystarczy krem BB lub lekki podkład, który wyrównuje koloryt i jednocześnie nawilża, bez efektu maski. Dobrze, jeśli ma filtr SPF, choć zwykle ten ukryty w makijażu jest za słaby, by zastąpić pełnoprawny krem z filtrem – traktuję go raczej jako miły bonus.
Do tego korektor na pojedyncze niedoskonałości, tusz do rzęs, produkt do brwi, ewentualnie róż i rozświetlacz. 3–6 produktów w zupełności wystarcza, by twarz wyglądała świeżo. Klucz leży w tym, żeby nie maskować skóry „tapetą”, tylko lekko ją wyrównać.
Modny efekt glow nie bierze się z ciężkich, mocno kryjących podkładów, a właśnie z nawilżonej skóry i odrobiny rozświetlających produktów. Im zdrowsza bariera ochronna skóry, tym mniej makijażu naprawdę potrzebujesz.
I znów wracamy do oczyszczania: lekkie formuły, dobrze dobrany demakijaż olejowy plus żel i skóra radzi sobie z codziennym makijażem bez problemu. Największe szkody nie robi sam fakt malowania się, tylko zostawianie resztek kosmetyków na noc.
Dermokosmetyki czy drogeryjne? Co faktycznie ma znaczenie
W gabinecie często słyszę pytanie: „Czy muszę używać dermokosmetyków?”. Odpowiedź jest mniej spektakularna niż marketing: musisz używać tego, co Twoja skóra dobrze toleruje i co jest dobrze zrobione. Dermokosmetyki po prostu częściej spełniają te warunki przy skórze wrażliwej, trądzikowej, z AZS czy alergiami.
Mają zwykle prostsze składy, są projektowane z myślą o wysokiej tolerancji, z ograniczeniem substancji zapachowych czy barwników. Dlatego dermatolodzy tak często je polecają osobom z problemami skórnymi.
Na polskim rynku dermokosmetyki odpowiadają za około 7,5% wartości całego rynku kosmetycznego. 63% kupujących dermokosmetyki to kobiety, a średnia wartość koszyka online wynosi około 60 zł – o 20 zł więcej niż w przypadku klasycznych kosmetyków drogeryjnych. To pokazuje, że wiele osób jest gotowych dopłacić za poczucie bezpieczeństwa i przewidywalności.
Z drugiej strony kosmetyki drogeryjne oferują ogromny wybór i często bardzo dobre formuły w rozsądnej cenie. To, że produkt stoi w drogerii, a nie w aptece, nie czyni go automatycznie gorszym – klucz znów leży w składzie, formulacji i dopasowaniu do skóry, nie w miejscu sprzedaży.
Statystyki pokazują, jak konsumenci wybierają: 78% Polek zwraca uwagę na skład, 71% na zapach, 68% bierze pod uwagę cenę, a aż 83% pozostaje lojalnych wobec sprawdzonych marek i produktów. Innymi słowy: jeśli coś działa i nie szkodzi, ma sporą szansę zostać na dłużej.
| Cecha / Wskaźnik | Dermokosmetyki | Kosmetyki drogeryjne |
|---|---|---|
| Udział w rynku kosmetycznym (%) | Około 7,5% wartości rynku | Pozostała część rynku |
| Procent kobiet wśród kupujących (%) | 63% | Mniejszy udział kobiet |
| Średnia wartość koszyka online (zł) | Około 60 zł | Około 40 zł |
| Skład kosmetyków (ważność) | Zwraca na niego uwagę 78% Polek | Zwraca na niego uwagę mniejszy odsetek |
| Bezpieczeństwo dla skóry wrażliwej | Wysokie, rekomendowane do skóry wrażliwej | Może zawierać więcej składników drażniących |
| Cena kosmetyków | Wyższa, ale akceptowana przez 68% kobiet | Niższa, atrakcyjna dla wielu użytkowniczek |
| Lojalność wobec produktów (%) | 83% kobiet pozostaje lojalnych | Zależna od marki i skuteczności |
| Popularność zapachu kosmetyków (%) | Istotny dla 71% kobiet | Istotny dla większości użytkowniczek |
W praktyce dobre podejście jest proste: jeśli masz skórę bez większych problemów, spokojnie możesz korzystać z rozsądnie dobranych kosmetyków drogeryjnych i pojedynczych dermokosmetyków, gdy są potrzebne (np. krem z ceramidami przy przesuszeniu, łagodny żel przy AZS).
Jeśli natomiast zmagasz się z trądzikiem, silną wrażliwością czy alergiami, dermokosmetyki często dają większą szansę na to, że produkt będzie przewidywalny i nie „zaskoczy” wysypką.
Czy kosmetyki są bezpieczne? Co robi za nas prawo
Polskie i unijne przepisy dotyczące kosmetyków należą do najbardziej restrykcyjnych na świecie. Zanim produkt trafi na półkę, musi przejść ocenę bezpieczeństwa, testy stabilności, musi zostać dokładnie udokumentowany skład i sposób użycia.
Nie ma tu miejsca na przypadkowość – substancje o udowodnionym szkodliwym działaniu są zakazane lub ściśle limitowane. Obowiązuje też całkowity zakaz testowania kosmetyków na zwierzętach w Unii Europejskiej, co wymusiło rozwój alternatywnych metod badań.
Polski rynek kosmetyczny rośnie szybko i odpowiada już za ponad 6% rynku kosmetycznego całej UE. Jesteśmy w ścisłej czołówce europejskich eksporterów. To nie tylko powód do dumy, ale i dodatkowe zobowiązanie dla producentów – produkty muszą spełniać wysokie standardy wielu rynków jednocześnie.
Świadomość konsumentek też rośnie: niemal 80% Polek deklaruje, że przy zakupie zwraca uwagę na skład kosmetyku. To realnie wymusza większą transparentność i lepsze formuły – marki, które tego nie robią, po prostu odpadają w przedbiegach.
Najczęstsze błędy w codziennej pielęgnacji
Najwięcej szkód w pielęgnacji robi nie brak kosmetyków, tylko ich nadmiar. Słyszę to regularnie: „Mam wszystko – kwasy, retinol, peelingi, sera – a skóra coraz bardziej wariuje”.
Łączenie zbyt wielu aktywnych składników naraz dramatycznie zwiększa ryzyko podrażnień, alergii i uszkodzenia bariery ochronnej. Skóra zaczyna się łuszczyć, szczypać, czerwienić, pojawia się wysyp niedoskonałości – i wtedy odruchowo dokładamy… jeszcze więcej produktów „uspokajających”.
Drugim klasycznym błędem jest ignorowanie SPF. Krem z filtrem to nie „opcjonalny dodatek”, tylko jeden z najważniejszych kosmetyków codziennych. Brak ochrony przeciwsłonecznej równa się szybszemu fotostarzeniu, mocniejszym przebarwieniom i większemu ryzyku, że za kilka lat będziesz szukać „mocnych zabiegów odmładzających”.
Do tego dochodzi zbyt agresywne podejście do kwasów, peelingów i retinoidów. Stosowane bez planu, „bo koleżanka używa”, łatwo prowadzą do ciągłych podrażnień. Skóra, która jest zaczerwieniona, świeżo po złuszczaniu, nie ma jak się zregenerować – wyhamowuje to wszelkie potencjalne korzyści.
Przy cerze tłustej i trądzikowej dochodzi jeszcze temat ciężkich, komedogennych kremów i podkładów. Źle dobrane formuły zatykają pory, sprzyjają zaskórnikom, nakręcają błędne koło „więcej krostek – więcej krycia – jeszcze więcej krostek”.
No i wreszcie zakupy „bo była promocja”. Młodsze osoby bardzo często gromadzą w ten sposób cały arsenał przypadkowych produktów, które nie tworzą spójnej rutyny. Coś złuszcza, coś podrażnia, coś natłuszcza – ale razem nie układa się to w sensowny plan.
⚡ PRO TIP: jeśli nie jesteś pewna, skąd biorą się Twoje problemy skórne, zrób krok w tył. Przez 3–4 tygodnie zostaw tylko: łagodne oczyszczanie, prosty krem nawilżający i SPF. Dopiero potem pojedynczo dokładaj kolejne produkty. To najszybszy sposób, by zorientować się, co naprawdę Ci służy, a co tylko zajmuje miejsce na półce.
Najczęstsze pytania – odpowiedzi z praktyki
Ile kosmetyków używać na co dzień?
W codziennej pielęgnacji wystarczy kilka podstawowych kroków: oczyszczanie, nawilżanie i ochrona przeciwsłoneczna. W praktyce oznacza to żel (lub inny produkt do mycia), ewentualny tonik lub esencję, krem nawilżający i krem z filtrem SPF 30–50. Reszta – sera, maseczki, esencje – to dodatki, które możesz dobierać indywidualnie, ale nie są niezbędne do tego, żeby skóra była zadbana.
Czy krem z filtrem jest potrzebny także zimą?
Tak. Promieniowanie UVA, odpowiedzialne za przyspieszone starzenie skóry, działa cały rok – również przez chmury i szyby. Zimą zwykle nie grozi Ci poparzenie słoneczne, ale fotostarzenie już tak. Dlatego filtr SPF 30–50 to jeden z najważniejszych kosmetyków codziennych, niezależnie od pory roku.
Czy osobny krem pod oczy jest konieczny?
Skóra pod oczami jest cieńsza i bardziej delikatna, więc wymaga łagodnego traktowania – to fakt. Osobny krem pod oczy bywa bardzo pomocny, zwłaszcza gdy walczysz z cieniami, obrzękami czy zmarszczkami w tej okolicy. Nie jest jednak absolutnym obowiązkiem w każdej rutynie. Jeśli Twój zwykły krem do twarzy dobrze się tam sprawdza i nie podrażnia, nie musisz na siłę dokładać kolejnego produktu – ważniejsze jest, by cała rutyna była prosta, spójna i dobrze tolerowana przez skórę.