Jak samodzielnie określić typ urody – po co w ogóle się w to bawić?

Znasz to uczucie, kiedy zakładasz bluzkę w „twoim” kolorze i od razu słyszysz: „Wyspałaś się?”, choć spałaś cztery godziny? A innym razem, w teoretycznie ślicznej sukience, nagle wyglądasz jak po chorobie?
Ja dokładnie tak miałam z jedną granatową marynarką – na wieszaku wyglądała idealnie, na mnie… jak z cudzej szafy.

Właśnie wtedy wchodzi na scenę analiza kolorystyczna. Kiedy pytasz samą siebie: jak samodzielnie określić typ urody, tak naprawdę pytasz: „W jakich kolorach wyglądam jak najlepsza wersja siebie, a w jakich jak własne, zmęczone odbicie?”.

W tym poradniku przeprowadzę Cię przez cały proces krok po kroku – tak, żebyś mogła zrobić analizę sama w domu, bez specjalistycznych lamp, kart kolorystycznych i wielkiego zamieszania. I żeby to nie była sucha teoria, tylko coś, co realnie przełoży się na Twoją szafę, makijaż i codzienne decyzje.

Czym właściwie jest analiza kolorystyczna?

Kiedy pierwszy raz usiadłam do analizy kolorystycznej z klientką, miałam na biurku nie tylko chusty i wzorniki, ale też… zdjęcia jej z różnych okresów życia. I wiesz co? Kolory „robiły” połowę roboty – na jednych zdjęciach wyglądała jak nastolatka, na innych jak zmęczona menadżerka po trzech projektach z rzędu. Stylizacja podobna, zmieniały się tylko barwy.

Analiza kolorystyczna to nic innego jak przyjrzenie się Twojemu naturalnemu zestawowi: skóra, włosy, oczy, kontrast między nimi – i sprawdzenie, z jaką paletą kolorów tworzą najbardziej harmonijną całość.
Klasycznie dzielimy typy urody na cztery pory roku: wiosnę, lato, jesień i zimę, a później – na bardziej szczegółowe podtypy.

Bardzo ważny jest podton skóry – czyli to, czy Twoja cera jest cieplejsza (złota, brzoskwiniowa), chłodniejsza (różowa, porcelanowa), czy może neutralna. To właśnie podton decyduje, czy złoto „robi Ci dobrze”, czy jednak srebro jest Twoim sprzymierzeńcem.

Druga sprawa to kontrast urody. Jeśli masz bardzo jasną cerę i ciemne włosy, a oczy są wyraziste – najpewniej jesteś zimą albo jednym z typów wiosennych, które lubią wyraźne, czyste kolory. Jeśli wszystko jest delikatne: jasna skóra, włosy w zgaszonym blondzie, spokojne oczy – łatwiej będzie Ci się odnaleźć w typach lata lub jesieni.

Przy europejskiej urodzie jest jeszcze jedna rzecz: jesteśmy bardzo zróżnicowane genetycznie. W przeciwieństwie do bardziej jednorodnej urody azjatyckiej, w Europie spotykają się różne mieszanki pigmentów, co daje ogromną liczbę podtypów. Dlatego dwie „blondynki z niebieskimi oczami” potrafią mieć zupełnie inne typy kolorystyczne.

Dodatkowo, mamy dziś system aż 12 podtypów kolorystycznych, który precyzyjnie łączy trzy wymiary:
– ciepły/chłodny podton,
– jasny/ciemny poziom,
– czyste/zgastzone (miękkie) barwy.

Co ważne – ten system wcale nie jest idealny. Na przykład podtypy jesieni różnią się między sobą znacznie bardziej niż podtypy wiosny czy lata, co w praktyce powoduje częste pomyłki. Jesień bywa „trudna” do jednoznacznego zaszufladkowania, a jesienią wcale nie jest tylko ruda dziewczyna z piegami. To najbardziej genetycznie różnorodny typ, m.in. przez obecność feomelaniny – czerwono–żółtego pigmentu, który może się ujawniać w bardzo różnych konfiguracjach.

Dla jasności, przyjrzyjmy się czterem głównym typom w klasycznym ujęciu:

Typ urody Kontrast urody Barwy dominujące Przykładowe cechy Najczęstsze występowanie
Wiosna Jasny, wysoki kontrast Ciepłe, czyste barwy Jasna cera, włosy od złotego blondu do rudego, jasne oczy Najczęstszy w jasnych karnacjach
Lato Niski, stonowany kontrast Chłodne, miękkie barwy Jasna, różowa cera, włosy popielate lub jasny brąz, szare lub niebieskie oczy Najczęstszy w jasnych karnacjach
Jesień Niski, ciepły kontrast Ciepłe, przygaszone barwy Ciepła cera, włosy w odcieniach brązu i miedzi, zielone lub piwne oczy Rzadziej spotykany w jasnych karnacjach
Zima Wysoki, wyraźny kontrast Chłodne, intensywne barwy Bardzo jasna lub bardzo ciemna cera, ciemne włosy, wyraziste oczy Rzadziej spotykany, ale wyrazisty typ

Dodam od razu: wśród jasnych karnacji europejskich rzeczywiście często spotykam w gabinecie wiosny i lata, ale spora część kobiet ma neutralny podton – mówi się nawet o 20–30% populacji. U nich analiza bywa bardziej wymagająca i… często kończy się mieszanką kilku sezonów.

Dlaczego znajomość typu urody tak ułatwia życie (nie tylko zawodowe)?

Pamiętam jedną z moich czytelniczek, która napisała po analizie: „Joanna, pierwszy raz w życiu otwieram szafę i nie mam poczucia, że nie mam się w co ubrać. Po prostu wszystko do siebie pasuje”.

Znajomość swojego typu urody to właśnie to: spójność. Zaczynasz rozumieć, dlaczego w pewnych kolorach Twoja twarz się „zapala”, a w innych – gaśnie. Twój makijaż nagle wygląda lżej, choć używasz tych samych produktów. Cera wydaje się bardziej świeża, jak po odpoczynku, nawet jeśli w nocy karmiłaś dziecko albo zamykałaś projekt.

W praktyce dzieje się kilka rzeczy naraz:

Twoje zakupy stają się znacznie bardziej świadome. Zamiast wrzucać do koszyka „ładne rzeczy”, zaczynasz myśleć: „czy to jest mój kolor?”. I nagle nie masz już stosu bluzek z metką, tylko kilka ulubionych, które naprawdę nosisz.

To ogromna ulga przy tworzeniu garderoby kapsułowej. Jeśli ubrania trzymasz w swojej palecie, dużo łatwiej je łączyć. Poranne „nie mam się w co ubrać” zamienia się w szybkie: „to, to i gotowe”.

W pracy z kolei dobrze dobrane kolory potrafią wizualnie odjąć zmęczenie i dodać profesjonalizmu. Twój wizerunek zaczyna mówić: „mam energię i wiem, co robię”, nawet jeśli chwilowo czujesz się w środku bałaganem.

I ostatnia rzecz, o której często zapominamy – samoocena. Gdy w lustrze widzisz harmonijny, zadbany obraz, łatwiej przychodzi łagodność do siebie. Znika część krytyki, która wcześniej szła w kierunku „ze mną jest coś nie tak”, a tak naprawdę problemem był tylko… źle dobrany kolor marynarki.

Jak przygotowuję się do analizy w domu – warunki, które zmieniają wszystko

Jedną z najbardziej spektakularnych wtop widziałam, gdy znajoma zrobiła sobie test typu urody… późnym wieczorem, w łazience, przy ciepłej żarówce i w pełnym makijażu. Nic dziwnego, że wyszła jej zupełnie inna pora roku, niż faktycznie ma.

Dlatego zanim zaczniesz, przygotuj teren. To naprawdę robi różnicę.

Najważniejsze jest światło. Analizę rób przy naturalnym świetle dziennym, najlepiej przy oknie, w jasny, ale nie bardzo słoneczny dzień. Sztuczne światło – zwłaszcza żółte, ciepłe – potrafi dramatycznie zmienić odbiór Twojej cery i kolorów.

Druga kwestia to skóra w stanie „nagim”. Zmyj makijaż, nie używaj samoopalacza, unikaj produktów z mocnym pigmentem. Makijaż permanentny czy resztki samoopalacza mogą tak przesunąć podton skóry, że cała analiza zrobi się mało wiarygodna.

Jeśli masz możliwość, dobrze też, żeby włosy były jak najbliżej naturalnego koloru. Wiem, że to nie zawsze realne – wiele z nas od lat farbuje włosy albo ma siwiznę. W takiej sytuacji podczas domowego testu bardziej oprzyj się na kolorze skóry, oczu i kontraście niż na samym kolorze włosów.

Na czas analizy zwiąż włosy lub upnij je tak, by odsłonić twarz. Dół garderoby nie ma znaczenia, ale przy twarzy trzymaj się spokojnych, neutralnych kolorów – biała, szara, beżowa koszulka sprawdzi się lepiej niż jaskrawa czerwień czy neonowy róż, które „zabarwią” Ci cerę.

PRO TIP: Jeśli masz w domu białą i kremową lub beżową chustę / koszulkę, użyj ich jako pierwszego testu. Owiń szyję raz białą, raz kremową tkaniną i obserwuj, co dzieje się z twarzą i… żyłami na nadgarstku. U części osób przy chłodnej bieli żyły lekko sinieją, przy ciepłej kremowej – jakby się „zazieleniają” lub ocieplają. To drobny, ale sprytny trik.

Domowe testy: żyły, biżuteria, chusty i… lustro

Kiedy spotykam się z przyjaciółkami na kawie, często kończymy z wyciągniętymi nadgarstkami nad stolikiem i komentarzem: „Zobacz, moje są bardziej zielone czy niebieskie?”. Brzmi komicznie, ale test żył to naprawdę jedno z prostszych narzędzi, które możesz wykorzystać.

Pod naturalnym światłem spójrz na żyły na nadgarstku.
Jeśli wydają Ci się wyraźnie zielonkawe, Twój podton najpewniej jest ciepły.
Jeśli dominują chłodne, niebiesko–fioletowe odcienie – masz przewagę chłodu.
Jeśli widzisz miks, trudno Ci cokolwiek jednoznacznie określić, a żyły zmieniają odbiór w zależności od światła – możesz mieć podton neutralny. Takie osoby często dobrze wyglądają zarówno w części ciepłych, jak i chłodnych kolorów.

Drugi prosty test to biżuteria. Załóż po jednej stronie złotą bransoletkę, po drugiej srebrną (albo kolejno przystawiaj do twarzy naszyjniki).
Jeśli w złocie wyglądasz świeżo, cera jest gładsza, policzki jakby delikatnie się zaokrąglają – przeważa ciepło.
Jeśli w srebrze znikają zaczerwienienia, oczy stają się bardziej wyraziste, a skóra nabiera „lodowej” klarowności – jesteś po chłodnej stronie.

Trzecia zabawa to chusty lub tkaniny przy twarzy. Usiądź przy oknie, bez makijażu. Przystawiaj kolejno:

  • czystą biel i złamaną biel (ecru),
  • chłodny róż i ciepły koral,
  • fiolet i ceglaną czerwień,
  • zimny granat i ciepłą oliwkową zieleń.

Obserwuj, kiedy Twoja twarz wygląda:
– bardziej gładko,
– z wyraźniejszymi oczami,
– bez podkrążonych oczu i plam.

Jeśli przy ciepłych kolorach skóra zaczyna wyglądać ziemiście albo „brudno” – skłaniasz się w stronę chłodu. I odwrotnie.

Do tego dodaj obserwację włosów i kontrastu.
Ciepłe typy często mają włosy ze złotymi, miodowymi, miedzianymi refleksami – od złotego blondu, przez rudości, po kasztanowe brązy. Chłodne typy częściej noszą popielate blondy, chłodne jasne brązy, ciemne, „szkliste” brązy lub wręcz czerń.

Przyjrzyj się też, jak bardzo Twoja twarz „wyróżnia się” na tle włosów. Silny kontrast plus chłodny podton często prowadzi mnie do typów zimowych. Na przykład Chłodna Zima świetnie toleruje ekstremalne, mocne odcienie – czystą biel, smolistą czerń, fuksję, kobalt – pod warunkiem, że są naprawdę chłodne. Żadna inna pora roku nie znosi tak dobrze takiej „mocy”.

Z kolei Czysta Wiosna ma w sobie coś bardzo młodzieńczego. Często widzę u niej:
– wyraźne tęczówki z ciemną obwódką,
– łuk brwi i kształt ust tworzący efekt świeżości,
– złocisty meszek na skórze, który dosłownie odbija światło.
Takie kobiety potrafią wyglądać jak w miękkim, instagramowym filtrze – tylko bez filtra.

PRO TIP – trik z malarstwem: Czasem proszę klientki, żeby „dopasowały się” do obrazów znanych malarzy. Jeśli czujesz, że Twoja uroda pasuje do impresjonistów – rozświetlone pejzaże, jasne, migoczące plamy barw, lekkie pociągnięcia pędzla – często lądujesz właśnie w wiosennych klimatach. To nie jest naukowe narzędzie, ale świetny wizualny skrót dla intuicji.

System 12 typów urody – gdy jedna pora roku to za mało

W pewnym momencie pracy z kobietami przestało mi wystarczać mówienie: „Jesteś po prostu wiosną” czy „masz cechy jesieni”. Zbyt często widziałam, że dwie „wiosny” wyglądają kompletnie inaczej, a jedna jesień kocha karmelowy beż, a druga przy nim znika.

Stąd system 12 typów urody. Łączy trzy osie:

  • ciepły–chłodny (podton skóry),
  • jasny–ciemny (jak bardzo „rozjaśnione” lub „przydymione” są Twoje barwy),
  • czysty–zgaszony (czy lepiej Ci w kolorach nasyconych, czy przydymionych, jakby „okadzonych” szarością).

Przykład:
Jasne Lato – często tak zwany „typ skandynawski”: bardzo jasne, przygaszone włosy, mało wyraziste tęczówki, delikatna, różowa skóra. Na zdjęciach w ostrym świetle takie osoby potrafią wyglądać jakby lekko „sprane”.
Lato Zgaszone – tu barwy są przydymione, trudne do szybkiej oceny. Na żywo często mam wrażenie, że wszystko jest trochę „zamglone”, a dopiero seria testów pokazuje, czy to bardziej kwestia chłodu, czy właśnie zgaszenia. To jeden z najtrudniejszych typów do szybkiego rozpoznania, szczególnie w domowych warunkach.

W jesieniach z kolei różnice między podtypami są tak duże, że to właśnie one najczęściej się „mylą” z innymi sezonami. Jedna jesień jest prawie zimowa w intensywności, inna łagodna, prawie pastelowa. Do tego dochodzą piegi – które wcale nie są zarezerwowane wyłącznie dla jasnej skóry. Spotykam piegi zarówno przy rudej czuprynie, jak i przy oliwkowej, śródziemnomorskiej cerze. To wszystko komplikuje klasyfikację.

Przy zimach z kolei często wyróżniam kobiety, które są w stanie „udźwignąć” bardzo ekstremalne kolory – czarno–białe kontrasty, fuksję, soczystą malinę. Chłodna Zima przy takim zestawie wygląda jak z kampanii modowej; ten sam zestaw na łagodnym lecie bywa po prostu przytłaczający.

I jeszcze jedno: około 20–30% osób ma typ neutralny. To te kobiety, którym w analizie wychodzą „mieszanki”, a palety kilku sezonów wyglądają na nich zadziwiająco dobrze. Wtedy bardziej niż na etykietkach „wiosna/lato/jesień/zima” skupiam się na tym, co naprawdę dzieje się z twarzą przy konkretnych odcieniach.

Jakie kolory „robią” Twoją urodę? Praktyczne wskazówki

Jedna z moich klientek przez lata była przekonana, że jest chłodną zimą, bo „zawsze lubiła czerń”. Kiedy zrobiłyśmy pełną analizę, wyszło, że jest… ciepłą jesienią. Czerń robiła jej na twarzy szarą, zmęczoną plamę, ale nikt jej tego wcześniej nie powiedział. W karmelach, oliwkach i ciepłych czerwieniach wyglądała jak po urlopie.

Jeśli należysz do ciepłych typów urody, Twoja uroda lubi:

  • odcienie złota, miodu, karmelu, ciepłej czekolady,
  • ciepłe czerwienie (koral, cegła), brzoskwinie, łososiowe róże,
  • zielenie z domieszką żółci – oliwka, trawiasta, khaki,
  • złamane biele, ecru, kość słoniową zamiast lodowej bieli.

Makijaż w ciepłych brązach, brzoskwiniowych różach, złocistych rozświetlaczach sprawia, że skóra wygląda na rozświetloną i „soczystą”. Złota biżuteria często stapia się z cerą i dodaje elegancji bez efektu „odcięcia”.

Jeśli jesteś chłodnym typem (często lata i zimy), Twoi sprzymierzeńcy to:

  • odcienie stalowego błękitu, śliwki, fiolety, chłodne róże,
  • szarości – od gołębich po grafit,
  • granaty, chłodne butelkowe zielenie,
  • czysta biel, chłodny beż, chłodny taupe.

Tu makijaż w chłodnych tonacjach robi cuda: róż w kolorze maliny, chłodne brązy, śliwkowe kredki. Srebrna lub platynowa biżuteria podkreśla rysy i dodaje klarowności.

UWAGA: Często słyszę: „Jestem jasna, więc nie mogę nosić wyrazistych kolorów”. To mit. Jasne Lato czy Czysta Wiosna mogą wyglądać fantastycznie w intensywnych barwach – pod warunkiem, że są dopasowane do podtonu i czystości barwy. Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy kolor jest mocny i w niewłaściwej temperaturze (np. zimny fiolet na ciepłej jesieni).

Jak dobrze wykorzystać tę wiedzę w szafie i w pracy

Pamiętam dzień, w którym jedna z dyrektorek HR, z którą pracowałam, wymieniła trzy marynarki: ciemnogranatową, „bezpieczną czarną” i chłodny szary – wszystkie idealne… dla zimy. Ona okazała się ciepłą wiosną. Kiedy założyła jasną, ciepłą granatową marynarkę i bluzkę w delikatnym koralu, dosłownie w tej samej minucie usłyszała od kolegi: „Ty powinnaś tak zawsze chodzić”.

Znajomość swojego typu urody w praktyce to:

  • mniej nietrafionych zakupów,
  • łatwiejsze budowanie spójnej garderoby,
  • mniej stresu rano przed szafą,
  • bardziej spójny, wiarygodny wizerunek w pracy.

Kolory zgodne z Twoją urodą niwelują oznaki zmęczenia, podkreślają uśmiech, oprawiają oczy jak dobra ramka obraz. Dzięki temu możesz dostosować się do firmowego dress code’u, a jednocześnie nie tracić siebie – zamiast „randomowej” koszuli wybierasz tę w swoim właściwym odcieniu błękitu czy różu.

Kiedy domowe testy nie wystarczą – wsparcie osobistej stylistki

Kiedy sama zaczynałam przygodę z analizą własnej urody, zaliczyłam pełen pakiet: testy online, porównywanie się do gwiazd, dziesiątki zdjęć w różnych bluzkach. I… wciąż czułam, że coś mi nie gra.

Przełom przyszedł dopiero na spotkaniu z Aleksandrą Frątczak z Projektu Stylowa Kobieta, członkinią Klubu Stylowych Kobiet. Pamiętam, jak siedziałyśmy przy dużym lustrze, a ona po kolei przykładała do mnie chusty. Ja, przekonana, że jestem „jakimś chłodnym latem”, zobaczyłam nagle, jak moja twarz reaguje na barwy, których wcześniej unikałam.

Profesjonalna stylistka czy personal shopper:

  • ma przeszkolone oko do wychwytywania niuansów,
  • pracuje z systemem 12 typów, a nie tylko prostym „ciepły/chłodny”,
  • potrafi „przełożyć” wyniki analizy na konkretne fasony, materiały i styl.

Dobre stylistki często mają certyfikaty, referencje, bogate portfolio. To nie są „panie od zakupów”, tylko specjalistki, które potrafią połączyć psychologię wizerunku, kolory i realne potrzeby konkretnej kobiety.

Takie spotkanie to inwestycja, która zwraca się na różnych poziomach:
– nie kupujesz już przypadkowych rzeczy,
– łatwiej Ci zbudować szafę pracującą na Twoją korzyść,
– zyskujesz ogromny spokój wewnętrzny: „okej, to jest moje, to nie”.

Najczęstsze trudności i błędy przy samodzielnej analizie

Jedna z najśmieszniejszych (z perspektywy czasu) historii, jakie usłyszałam, to mail od czytelniczki: „Według jednego testu jestem zimą, według drugiego – jesienią, a aplikacja w telefonie twierdzi, że… latem”. Posłała trzy różne zdjęcia – każde z innym filtrem.

Najczęstsze pułapki, które widzę:

1. Analiza na farbowanych włosach i mocnym makijażu
Farba do włosów, henna na brwiach, makijaż permanentny – to wszystko zmienia odbiór Twojej urody. Jeśli masz na głowie chłodny, popielaty blond, a naturalnie byłaś ciepłym ciemnym blondem, wynik może się przesunąć o cały sezon.

2. Niewłaściwe światło i tło
Łazienkowe światło, żółte żarówki, kolorowe ściany czy mocne wzory ubrań przy twarzy – to wszystko fałszuje obraz. Dlatego tak mocno podkreślam: okno, dzień, neutralne ubranie.

3. Niejednoznaczne, „mieszane” wyniki
Jeśli ciągle wychodzisz „na granicy”, możliwe, że jesteś jednym z typów neutralnych. Np. między latem a jesienią, albo między wiosną a zimą (tak, takie kombinacje też się zdarzają). Neutralny podton skóry plus złożone cechy mogą sprawić, że bez profesjonalistki trudno będzie podjąć ostateczną decyzję.

4. Zbyt dosłowne traktowanie stereotypów
Jesień to nie zawsze „ruda i piegowata”. Piegi, jak już wspomniałam, pojawiają się też przy ciemniejszej, oliwkowej cerze. Zimy nie muszą mieć porcelanowej skóry – zdarzają się też bardzo ciemne, dramatyczne typy. Lato nie zawsze jest lodowo–chłodne – bywa bardzo delikatne i „rozwodnione”.

5. Zbyt szybkie szufladkowanie się po jednym teście online
Testy online – zwłaszcza te ze zdjęciem – mogą być fajnym początkiem. Korzystam z nich czasem z ciekawości. Ale każde zdjęcie to inne światło, filtr, balans bieli. Dlatego traktuj je bardziej jako inspirację niż wyrocznię.

Kiedy czujesz, że mimo wielu prób wciąż się miotasz, a w lustrze nie widzisz tej „magii” harmonii – to dobry moment, żeby:

– powtórzyć testy w lepszych warunkach,
– poprosić zaufaną osobę, żeby popatrzyła na Ciebie z boku (często widzi rzeczy, których sama nie widzisz),
– albo umówić się na konsultację z kolorystką.

Mało znane triki, które naprawdę pomagają

Zdradzę Ci jeszcze dwa patenty, które często wykorzystuję „w terenie”.

1. Test chust z obserwacją żył
O którym już wspomniałam: biała vs kremowa chusta + zmiana odcienia żył na nadgarstku. Dla wielu kobiet to pierwszy namacalny dowód: „o, tu naprawdę coś się zmienia”.

2. Porównanie z obrazami
Przy typach wiosennych często proszę, żeby spojrzały na obrazy impresjonistów – rozświetlone, lekkie, pełne wiosennego światła. Jeśli czujesz, że Twoja uroda „nie kłóci się” z taką estetyką, zazwyczaj masz w sobie sporo świeżości i czystości barw, typowych dla wiosny.

Przy latach i jesieniach lepiej „siadają” bardziej stonowane, przydymione palety – jak u malarzy, którzy kochali mgły, miękkie cienie, głębokie brązy. Zimy natomiast łatwo odnaleźć w grafikach o mocnym kontraście – czerń, biel, nasycone akcenty.

Na koniec – co z tego naprawdę dla Ciebie wynika

Kiedy ktoś pyta mnie: „Jak zrobić test bez błędów?”, moja odpowiedź jest prosta:
– stwórz dobre warunki (światło, brak makijażu, odsłonięta twarz),
– obserwuj siebie w różnych kolorach,
– notuj, przy czym Twoja twarz naprawdę ożywa.

Jeśli wyniki są niejasne – to nie znaczy, że „coś jest z Tobą nie tak”. Bardziej prawdopodobne, że:
– masz neutralny podton,
– jesteś jednym z typów mieszanych,
– albo system sezonów nie opisuje Cię w 100%. I to jest w porządku.

Farbowane włosy wpływają na analizę – tak, czasem bardzo mocno. Ale nawet wtedy możesz sporo wyciągnąć z testów skupionych na cerze, oczach i kontrastach. A jeśli czujesz, że utknęłaś – od tego są kolorystki, stylistki, personal shopperki. Sama skorzystałam z takiego wsparcia i to był jeden z lepszych prezentów, jakie sobie zrobiłam.

Najważniejsze?
Analiza kolorystyczna nie ma Cię zamknąć w sztywnych ramach. Ma dać Ci język i narzędzia, dzięki którym łatwiej podejmujesz decyzje: „to mi służy, to mnie gasi”.

A potem możesz ten system naginać, bawić się nim, łamać zasady – już świadomie. Bo wiesz, gdzie leży Twoja baza, do której zawsze możesz wrócić, gdy potrzebujesz wyglądać jak najbardziej „Ty”: w pracy, na randce, na ważnym spotkaniu… albo po prostu w poniedziałek rano przed lustrem.