Jak olejować włosy krok po kroku – kompletny poradnik olejowania
Czym tak naprawdę jest olejowanie włosów?
Jeśli kiedykolwiek po myciu włosy zamieniły ci się w sianowate, matowe strąki, to najpewniej ktoś prędzej czy później polecił ci „olejowanie”. U mnie też tak było – pierwsza butelka oleju stała miesiąc na półce, bo kompletnie nie wiedziałam, jak to się właściwie robi.
Olejowanie to prosta, domowa metoda ochrony i kondycjonowania włosów z użyciem naturalnych olejów roślinnych. Wbrew temu, co często się powtarza, olej nie nawilża włosa sam z siebie – nie jest wodą ani humektantem. Działa jak emolient: otula łodygę, zamyka już obecną wilgoć w środku i tworzy na powierzchni cienką warstwę ochronną. Dzięki temu włos dłużej pozostaje elastyczny, mniej się łamie i nie reaguje tak nerwowo na wiatr, tarcie o ubranie czy gorącą suszarkę.
Tę warstwę ochronną można zbudować na włosach suchych, wilgotnych albo mokrych. Najczęściej olej nakłada się przed myciem – wtedy działa jak „ochronna kurtka” przed detergentem, ale są też lżejsze metody, które sprawdzą się między myciami.
Cała sztuka nie polega na samym „posmarowaniu” włosów czymkolwiek tłustym. Kluczowe są trzy rzeczy: dobór oleju do porowatości, sposób aplikacji i czas trzymania na włosach. Gdy te elementy się zgrają, włosy potrafią zmienić się nie do poznania w ciągu kilku tygodni.
Co daje olejowanie włosów – realne efekty, nie obietnice z etykiety
Pamiętam klientkę, która przyszła do mnie z tekstem: „Olejowałam włosy, były piękne… do pierwszego mycia. Potem znowu siano”. W jej przypadku brakowało jednego: zrozumienia, co dokładnie robi olej.
Olejowanie:
-
Zatrzymuje wilgoć w środku włosa. Jeśli nałożysz olej na włos wilgotny lub wcześniej spryskany wodą/odżywką, tworzy się „pieczątka” – woda zostaje w środku, a olej pilnuje, żeby nie uciekła zbyt szybko. Włos przestaje się kurczyć i rozchylać łuski przy każdej zmianie wilgotności, więc mniej się puszy.
-
Wygładza powierzchnię łodygi. Olej wypełnia mikro-uszkodzenia i „przyklepuje” łuski. W dotyku włosy są miękkie, śliskie, łatwiej się rozczesują, a końcówki mniej haczą o palce i szczotkę.
-
Chroni przed uszkodzeniami i matowieniem. Cienki film olejowy amortyzuje tarcie o szaliki, poduszkę, szczotkę, a także łagodzi skutki stylizacji na ciepło i słońca. To nie jest SPF w sensie chemicznym, ale włosy mniej płowieją i mniej się kruszą.
-
Wzmacnia łodygę, więc włosy mniej się łamią. To istotne przy zapuszczaniu – olej nie przyspiesza biologicznego tempa wzrostu, ale ogranicza łamliwość, więc wizualnie włosy „rosną szybciej”, bo po prostu mniej ich gubisz po długości.
Masaż skóry głowy wykonywany przy olejowaniu poprawia krążenie, co sprzyja lepszemu odżywieniu cebulek, ale nie zmienia genetycznego tempa wzrostu włosa. To ważne, bo wiele osób czuje się rozczarowanych, że „olej rycynowy nie przyspieszył porostu o 5 cm w miesiąc”.
U mnie największą różnicę przyniosło regularne olejowanie końcówek: z „wiecznie do podcięcia” zrobiły się spokojnie do odłożenia nożyczek na kilka miesięcy.
Jak dobrać olej do porowatości włosów?
Największy błąd, który widzę na forach? „Kupiłam olej, bo koleżance służy, a u mnie dramat”. Oleje to nie jest kategoria „jeden pasuje wszystkim”. Punktem wyjścia jest porowatość włosów, czyli to, jak bardzo rozchylone są łuski.
Włosy niskoporowate – gładkie, „śliskie”, często oklapnięte
To włosy z mocno domkniętą łuską. Często są gładkie, proste lub lekko falowane, wolno schną, ciężko je „podbijać” objętością, za to łatwo je obciążyć.
Dla takiej struktury najlepiej sprawdzają się lekkie oleje o mniejszych cząsteczkach, które nie tworzą na powierzchni ciężkiej warstwy. W praktyce są to między innymi:
- olej z ryżu,
- olej słonecznikowy (nierafinowany),
- olej jojoba,
- część osób dobrze toleruje też olej kokosowy, ale nie jest to reguła.
Te oleje są w stanie delikatnie otulić włos, wygładzić go i zamknąć wilgoć w środku, nie zmieniając go w przyklapnięty strąk. Dobrze działają też na proste, zdrowe włosy bez widocznych zniszczeń.
Z kolei ciężkie, bardzo gęste oleje (np. rycynowy solo na całą długość) mogą dać efekt tłustych, nieświeżych włosów już po pierwszym myciu. Miałam kiedyś klientkę, która po rycynowym na prostych, niskoporowatych włosach wyglądała jak po tygodniu bez szamponu, mimo że myła głowę dwukrotnie.
Włosy średnioporowate – „średniaki” z potencjałem
To najczęstszy typ. Włosy reagują na pogodę, lubią się spuszyć przy wilgoci, ale nie są skrajnym sianem. Suszarka i prostownica potrafią je szybko wysuszyć, ale wciąż da się je „złapać” pielęgnacją.
Tu dobrze działają oleje o średniej gęstości, które łączą odżywienie z brakiem obciążenia. W praktyce:
- olej z awokado,
- olej z pestek winogron,
- olej jojoba,
- mieszanki kilku olejów dedykowane włosom średnioporowatym.
Te oleje wnikają częściowo głębiej w łodygę, częściowo tworzą ochronny film. W efekcie pomagają uspokoić puszenie, wygładzić i wzmocnić włosy, zachowując przy tym lekką, ruchomą fryzurę.
Włosy wysokoporowate – suche, łatwo puszące się, często rozjaśniane
To włosy z mocno rozchyloną łuską: zniszczone farbą, rozjaśnianiem, częstą stylizacją na ciepło, albo naturalnie kręcone, które same w sobie są delikatniejsze. Szybko chłoną wodę i równie szybko ją tracą, są podatne na łamanie.
Tutaj sprawdzają się oleje bardziej treściwe, z większymi cząsteczkami, które porządnie „oblepiają” łodygę i uszczelniają łuski, na przykład:
- olej z awokado,
- olej rycynowy (raczej w mieszankach, nie solo na całą długość),
- olej z pestek winogron,
- olej arganowy (częściowo penetrujący, jednocześnie ochronny).
⚠ UWAGA: bardzo popularny olej kokosowy bywa koszmarem dla włosów wysokoporowatych. Nauka zna zjawisko „przeproteinowanego” odczucia po kokosie: włosy robią się sztywne, tępe, bardziej się puszą. Na forach łatwo znaleźć osoby, które po kokosie na rozjaśnianych włosach myślały, że je spaliły – wystarczyło go odstawić, zmienić olej na bardziej „miękki” i wprowadzić nawilżenie.
Dodatkowy wątek to głębokość penetracji. Część olejów (jak arganowy czy jojoba) potrafi wniknąć nieco głębiej w strukturę włosa, więc daje lepszy efekt przy dłuższym trzymaniu. Inne (bardziej filmotwórcze) działają głównie na powierzchni, więc nie ma sensu trzymać ich całą noc – wystarczy 30–60 minut.
Przygotowanie włosów do olejowania – kiedy i w jakim stanie?
Jedna z rzeczy, która zmieniła efekty olejowania u wielu osób, to… moment, kiedy je robią. Przez lata czytałam na grupach: „Nałożyłam olej na trzeci dzień po myciu i nic nie zadziałało”. I trudno, żeby zadziałało.
Najlepiej, jeśli:
- włosy są czyste lub co najwyżej dzień po myciu. Na bardzo brudnych, pełnych sebum i stylizatorów włosach olej rozprowadza się gorzej, „ślizga się” po warstwie brudu i finalnie niewiele dobrego robi.
- pasma są rozczesane – wtedy każda nitka ma szansę dostać swoją porcję produktu, a ty nie urwiesz połowy włosów przy wmasowywaniu oleju. Dobrze sprawdza się szeroki grzebień lub szczotka z miękkim włosiem.
Jeśli masz twardą wodę (osad w czajniku robi się w tydzień), to po jakimś czasie możesz zauważyć, że olej coraz trudniej się domywa, a włosy są matowe mimo pielęgnacji. Minerały z wody osadzają się na łodydze razem z resztkami oleju i tworzą nieprzyjemny nalot.
⚡ PRO TIP: raz na jakiś czas wprowadź szampon chelatujący (z EDTA, kwasami owocowymi) oraz płukankę zakwaszającą – np. 1–2 łyżki octu jabłkowego na litr wody. To pomaga zdjąć mineralny „kamień” z włosa i przywraca blask.
Przy samej aplikacji zwykle wystarcza około 1 łyżka oleju na włosy średniej długości. Jeśli czujesz pod palcami tłustą, ciężką warstwę – przesadziłaś. Zaczynaj od mniejszej ilości, najwyżej delikatnie dołóż.
Zawsze skupiaj się mocniej na końcówkach – to najstarsza, najbardziej zniszczona część włosa. Wielu osobom spokojnie wystarcza olejowanie samych długości i końców, bez dotykania skóry głowy.
Metody olejowania włosów – którą wybrać na start?
Kiedy ktoś pyta mnie „jak olejować włosy krok po kroku?”, odpowiadam: najpierw wybierz metodę, która pasuje do twojego trybu życia i rodzaju włosów, a dopiero potem szlifuj szczegóły. Inaczej łatwo się zniechęcić po dwóch próbach.
Olejowanie na sucho – najprostszy klasyk
To najprostszy sposób: nakładasz olej na suche włosy przed myciem.
Jak to wygląda w praktyce? Rozgrzewasz odrobinę oleju w dłoniach, zaczynasz od końcówek i przesuwasz się ku górze, omijając nasadę, jeśli masz tendencję do przetłuszczania. Jeśli chcesz włączyć masaż skóry głowy, użyj naprawdę niewielkiej ilości produktu i delikatnych ruchów.
Ja mówię swoim klientkom: włosy mają po oleju wyglądać na lekko błyszczące, nie jakbyś umoczyła je we frytkownicy.
Dobrze jest potem zawinąć włosy w czepek lub ręcznik, żeby podnieść temperaturę i ułatwić olejowi „rozpłaszczenie się” po włosach. Minimalny czas działania to 30–40 minut, standard to 1–2 godziny.
Olej możesz zostawić też na noc, ale:
- nie każdemu to służy,
- zbyt długie, regularne trzymanie oleju (zwłaszcza przy intensywnej pielęgnacji proteinami) potrafi dać efekt włosów sztywnych, twardych, jak „przeproteinowanych” – robią się strąki, brak sprężystości.
Dlatego nocne kuracje traktuj jako opcję do testu, a nie domyślne ustawienie.
Olejowanie na mokro – dla włosów spragnionych nawilżenia
Tu olej nakładasz na lekko wilgotne włosy – po myciu, po spryskaniu wodą albo mgiełką nawilżającą. Dzięki temu olej ma co zamknąć w środku.
U mnie ta metoda zrobiła ogromną różnicę w zimie, kiedy włosy były wiecznie suche od kaloryferów. Po myciu delikatnie odsączasz wodę ręcznikiem, rozczesujesz, rozgrzewasz olej w dłoniach i wmasowujesz w długości, szczególnie końcówki. Skórę głowy przy skłonności do przetłuszczania zostawiasz w spokoju albo traktujesz dosłownie kropelką oleju przy masażu.
Włosy możesz trzymać w turbanie od godziny do trzech. Wiele osób rozszerza to do całonocnej kuracji – tu znowu: testuj, obserwuj. Jeśli po kilku takich nocach włosy robią się sztywne, skróć czas.
Olejowanie w misce („na rosołek”, miskowanie)
To metoda, którą szczególnie lubią osoby z włosami łatwo obciążającymi się. Kiedy pierwszy raz pokazałam ją znajomej z cienkimi falami, wróciła z tekstem: „W końcu mam połysk, ale nie strąki”.
Do miski wlewasz ciepłą (ale nie gorącą) wodę i dodajesz 1–3 łyżki oleju – w zależności od długości i gęstości włosów. Dokładnie mieszasz (otrzymujesz coś w rodzaju „rosołku”), a następnie zanurzasz włosy w tej mieszance na kilka minut, delikatnie je ugniatając.
Ta metoda:
- daje bardzo równomierne, cienkie pokrycie włosa,
- jest łagodniejsza dla włosów podatnych na obciążenie,
- pozwala olejowi lepiej połączyć się z wodą, dzięki czemu łatwiej go potem domyć.
W internautycznych kręgach to właśnie nazywa się często „miskowaniem”. Sprawdza się świetnie przy cienkich, wysokoporowatych włosach, które kochają nawilżenie, ale nienawidzą grubej, tłustej warstwy.
Olejowanie na podkład – gdy włosy są suche, ale łatwo je przeciążyć
Olejowanie na podkład polega na tym, że najpierw dajesz włosom nawilżenie i odżywkę, a dopiero potem olej. Możesz to zrobić na kilka sposobów:
- najpierw lekka odżywka lub mieszanka odżywki z wodą, potem olej,
- od razu mieszanina odżywki, wody i oleju w dłoni w proporcji 1:1 lub 1:1:1.
Taki „podkład”:
- dostarcza wilgoci i składników odżywczych,
- olej uszczelnia ten koktajl wewnątrz włosa,
- całość łatwiej się domywa niż sam olej.
Ta metoda jest szczególnie dobra dla włosów wysokoporowatych, suchych, rozjaśnianych, które potrafią „wypić” odżywkę i nadal wyglądać na suche. Podkład + olej daje im znacznie lepszy poślizg i miękkość.
W praktyce wiele osób stosuje schemat olej → odżywka → szampon (tzw. O-M-O). Olej chroni łodygę, odżywka emulguje go i dożywia, a szampon na końcu domywa skórę głowy i resztki z długości.
Mgiełka olejowa – opcja dla początkujących i „łatwo tłustych”
Jeżeli przy każdym podejściu do olejowania kończysz z włosami jak nieumyte od tygodnia, spróbuj mgiełki olejowej. To po prostu rozcieńczony olej w formie sprayu.
Do butelki z atomizerem wlewasz wodę (lub hydrolat) i dodajesz odrobinę oleju (np. kilka kropel na 100 ml). Po wstrząśnięciu powstaje lekka emulsja, którą możesz spryskać wilgotne włosy po myciu albo w ciągu dnia odświeżania fryzury.
Mgiełka:
- daje mikro-dawkę oleju,
- minimalizuje ryzyko strąków i przetłuszczenia,
- świetnie sprawdza się u osób z przetłuszczającą się skórą głowy i cienkimi włosami.
To też dobra metoda przejściowa dla kogoś, kto boi się „klasycznego” olejowania, ale chce zobaczyć, jak reagują włosy.
Jak często olejować włosy i jak długo trzymać olej?
Kiedy ktoś pyta mnie: „Jak często olejować włosy?”, zawsze odpowiadam: mniej niż ci się wydaje, ale regularnie. Raz widziałam na forum wpis: „Olejowałam codziennie przez tydzień, teraz wszystko mi się łamie” – i wcale mnie to nie zdziwiło.
Dla orientacji:
- suche, zniszczone włosy – zwykle dobrze reagują na olejowanie 1–2 razy w tygodniu,
- włosy przetłuszczające się – częściej raz na tydzień lub nawet rzadziej, skupiając się na długości, nie na skórze głowy,
- zdrowe, niskoporowate – często wystarczy zabieg co 10–14 dni lub tylko doraźnie na końcówki.
A co z czasem trzymania oleju? Tu wchodzi w grę rodzaj oleju i typ włosa. Oleje penetrujące (np. argan, jojoba) mają sens przy dłuższym trzymaniu, natomiast te działające głównie powierzchownie nie zyskają wiele po 8 godzinach na głowie.
Poniższa tabela zbiera główne zakresy, ale pamiętaj: to ramy, nie dogmat.
| Czynnik | Czas trzymania oleju | Częstotliwość olejowania | Zalecana ilość oleju |
|---|---|---|---|
| Podstawowy | 30-40 minut | 1-2 razy w tygodniu (suchy typ włosów) | około 1 łyżki na średniej długości |
| Intensywny | 2-3 godziny | Rzadziej dla włosów przetłuszczających się | 1-3 łyżki oleju na ciepłą wodę* |
| Maksymalny (nocny) | Do całej nocy | Stosowany przy wyjątkowo suchych, zniszczonych włosach | Zależy od długości i gęstości włosów |
*Wykorzystywana w mieszankach z wodą i odżywką w proporcjach 1:1 lub 1:1:1, aby zwiększyć efekt nawilżenia i ułatwić aplikację.
Przy nocnym olejowaniu obserwuj włosy. Jeśli po jakimś czasie zaczynają być:
- sztywne,
- tępe w dotyku,
- sklejone w strąki,
to znak, że przesadzasz z intensywnością kuracji – efekt jest podobny do przeproteinowania, choć przyczyną jest tu nierównowaga całej pielęgnacji (za dużo „oblepiania”, za mało nawilżenia).
Jak poprawnie zmyć olej z włosów?
Jedna z najczęstszych wiadomości, jakie dostaję: „Olejuję, ale po myciu mam nadal tłuste włosy. Co robię źle?”. W 90% przypadków problemem jest złe zmywanie.
Najbezpieczniejszy schemat to dwa etapy:
-
Emulgacja oleju odżywką lub maską.
Na suche, naolejowane włosy nakładasz sporą porcję odżywki (bez silikonów, jeśli łatwo się obciążasz) i delikatnie wmasowujesz. Odżywka łączy się z olejem, „rozpuszcza” go i sprawia, że całość można zmyć wodą. -
Mycie szamponem.
Dopiero po spłukaniu mieszanki olej + odżywka sięgasz po szampon. Skupiasz się głównie na skórze głowy, pianą przepłukujesz długości. Przy cięższych olejach albo bardzo gęstych włosach czasem trzeba szampon powtórzyć.
Na końcu możesz znów użyć lekkiej odżywki na długości, żeby domknąć łuski i dodać poślizgu.
Jeśli mieszkasz w rejonie z twardą wodą i czujesz, że mimo prawidłowego zmywania włosy są tępe i bez blasku, wprowadź wspomniany wcześniej szampon chelatujący raz na kilka–kilkanaście myć oraz płukankę zakwaszającą. To często robi spektakularną różnicę po kilku miesiącach sumiennego olejowania.
Najczęstsze błędy przy olejowaniu włosów
Przez lata widziałam bardzo podobne historie. Ktoś pisze: „Olejowanie to ściema, włosy mam w gorszym stanie niż przed”. Po krótkiej rozmowie zwykle wychodzi to samo.
Za dużo oleju.
Łyżka stołowa na włosy do połowy pleców to zwykle aż nadto. Jeśli włosy robią się „ciężkie” już przy nakładaniu, to znak, że przesadziłaś. Lepszy jest cienki, równy film niż gruba, ślizgająca się warstwa.
Zły dobór oleju do porowatości.
Kultowy olej kokosowy na rozjaśnianych, wysokoporowatych włosach potrafi zrujnować opinię o olejowaniu na lata. Włosy zaczynają się puszyć, sztywnieją, trudno je rozczesać. Analogicznie – gęsty rycynowy na cienkich, prostych włosach niskoporowatych niemal zawsze kończy się klapą.
Olejowanie na bardzo brudne włosy.
Trzeci dzień od mycia, dużo lakieru, suchy szampon, sebum – do tego dokładamy olej. W takiej sytuacji produkt ma minimalny kontakt z faktyczną łodygą włosa, a całość gorzej się domywa. Najlepsze efekty daje olejowanie w dzień po myciu albo tuż przed kolejnym myciem, na włosach bez grubej warstwy stylizatorów.
Aplikacja prosto na tłustą skórę głowy.
Jeśli masz przetłuszczającą się skórę głowy, olej na skalp zostaw na specjalne, krótkie kuracje (np. na łupież suchy, swędzenie) i obserwuj reakcję. Rutynowe, ciężkie olejowanie skóry może nasilić przetłuszczanie i obciążyć fryzurę.
Brak przygotowania i rozczesania.
Nakładanie oleju na skołtunione włosy kończy się często mechanicznymi uszkodzeniami i wyrwanymi pasmami przy próbie wmasowania produktu. Po olejowaniu i myciu zostają połamane końcówki i wrażenie, że włosy „wypadają” – a to w dużej mierze kwestia techniki.
Przesada z częstotliwością i czasem trzymania.
Codzienne olejowanie na całą noc plus bogate maski proteinowe to niemal pewna recepta na włosy sztywne, „martwe” w dotyku. Lepiej zrobić raz w tygodniu dobrze przemyślaną kurację, niż pięć byle jakich zabiegów z rzędu.
Krótkie FAQ o olejowaniu włosów
Jak często olejować włosy?
Dla większości suchych, zniszczonych włosów 1–2 razy w tygodniu to złoty środek. Przy włosach przetłuszczających się często wystarczy raz na tydzień albo rzadziej, głównie na długości i końcówki. Zawsze obserwuj: jeśli włosy zaczynają być śliskie, ciężkie, tracą objętość – zmniejsz częstotliwość.
Lepiej olejować włosy na suche czy mokre?
Możesz robić jedno i drugie, w zależności od celu:
- na sucho – dobra opcja, gdy włosy są w miarę w dobrej kondycji, a chcesz je głównie zabezpieczyć przed myciem,
- na lekko wilgotne (po spryskaniu wodą lub po myciu) – świetne dla włosów suchych, kręconych, wysokoporowatych, bo olej ma wtedy co „zamknąć” w środku.
Jeśli boisz się obciążenia, zacznij od metody na mokro lub w misce – dają lżejszy efekt.
Jak poprawnie zmyć olej z włosów?
Najbezpieczniej w dwóch krokach: najpierw odżywka lub maska wmasowana w naolejowane włosy (emulgacja), a dopiero potem łagodny szampon. Przy cięższych olejach lub bardzo porowatych włosach czasem trzeba szampon powtórzyć. Na końcu możesz domknąć pielęgnację lekką odżywką lub płukanką zakwaszającą.
Czy można nakładać olej na skórę głowy?
Tak, ale z głową. Przy suchej, łuszczącej się skórze delikatne olejowanie skalpu (np. olejem jojoba, lnianym, konopnym) na 20–40 minut przed myciem potrafi zdziałać cuda. Przy tłustej skórze głowy lepiej ograniczyć olej do długości i końcówek – zbyt częste olejowanie skalpu może nasilić przetłuszczanie.
Czy olejowanie przyspiesza porost włosów?
Olej sam w sobie nie zmienia naturalnego tempa wzrostu włosa. To, co widzimy jako „przyspieszenie”, to głównie:
- mniej włosów łamie się po długości,
- końcówki są w lepszym stanie, więc rzadziej je podcinasz,
- masaż skóry głowy poprawia krążenie, co wspiera ogólną kondycję cebulek.
Efekt końcowy: po kilku miesiącach włosy wyglądają, jakby rosły szybciej, bo faktycznie więcej z nich dociera „całych” do wymarzonej długości.
Czy olejowanie robi się przed myciem włosów?
W zdecydowanej większości przypadków – tak. Olej przed myciem:
- chroni włosy przed agresywnym działaniem szamponu,
- ułatwia późniejsze rozczesywanie,
- pozwala połączyć kurację z rutynowym myciem (czyli nie wydłuża drastycznie czasu w łazience).
Wyjątki to lekkie metody typu mgiełka olejowa czy kropla oleju na końcówki po stylizacji – to raczej doraźne zabezpieczenie niż pełnoprawne olejowanie.
Jeśli miałabym zostawić ci jedną myśl na koniec: olejowanie to nie magiczny rytuał, tylko narzędzie. Dobrze dobrane do porowatości, wplecione w rozsądną rutynę mycia i nawilżania, potrafi odwrócić wielomiesięczne przesuszenie. Źle użyte – zrobi strąki i zniechęci na długo. Testuj małe ilości, zapisuj, co działa, dawaj włosom czas. Reszta przyjdzie sama.