C‑PTSD – kiedy trauma nie kończy się po jednym wydarzeniu

W gabinecie często słyszę zdanie: „Ale ja nie przeżyłem jednej wielkiej katastrofy, więc chyba nie mam PTSD”. A potem okazuje się, że za tym „nic wielkiego” stoi dzieciństwo pełne krzyku, upokarzania, przemocy emocjonalnej albo związek, z którego nie dało się uciec przez lata. To jest właśnie teren złożonego zespołu stresu pourazowego – C‑PTSD.

Złożony zespół stresu pourazowego (C‑PTSD) rozwija się po długotrwałej, powtarzającej się traumie. Nie po jednym wypadku, a po miesiącach czy latach życia w zagrożeniu, chaosie lub emocjonalnym terrorze. I to właśnie ta przewlekłość jest jego „podpisem”.

Klasyczne PTSD częściej wiążemy z jednym, bardzo ostrym wydarzeniem: wypadkiem, gwałtem, napadem, katastrofą. C‑PTSD pojawia się tam, gdzie trauma staje się codziennością: w przemocowej rodzinie, domu dziecka, sekcie, więzieniu, w związku z przemocą domową, w sytuacjach niewoli czy długotrwałego nękania.

Nie da się rozpoznać C‑PTSD bez wyraźnego związku z taką przewlekłą traumą. Nie wystarczy jedno zdarzenie. Chodzi o proces – stopniowe niszczenie poczucia bezpieczeństwa, wpływu na własne życie i tożsamości.

Dlaczego to rozróżnienie w ogóle ma znaczenie? Bo osoba po jednym wypadku samochodowym będzie potrzebować innego podejścia terapeutycznego niż ktoś, kto był przez 15 lat poniżany przez rodziców czy partnera. I choć objawy obu zaburzeń mogą się na siebie nakładać, ich „historia” i mechanika w tle są inne.

C‑PTSD w klasyfikacjach ICD‑11 i DSM‑5 – co tak naprawdę jest w diagnozie?

Kiedy weszło ICD‑11, wielu terapeutów odetchnęło: wreszcie pojawiła się osobna kategoria C‑PTSD, a nie tylko „rozciągane” PTSD z dopiskami. W praktyce oznacza to, że osoby po przewlekłej traumie nie muszą się „wciskać” w ramy, które słabo oddają ich doświadczenie.

ICD‑11 wyraźnie mówi: C‑PTSD to:

  • klasyczne objawy PTSD (nawracające wspomnienia, unikanie, nadmierne pobudzenie),
  • plus utrwalone zaburzenia regulacji emocji, poczucia siebie i relacji z ludźmi,
  • utrzymujące się co najmniej miesiąc,
  • w stopniu, który realnie rozwala codzienne funkcjonowanie – pracę, relacje, dbanie o siebie.

I tu ważny, mało znany szczegół: diagnoza nie opiera się na „rodzaju traumy” (czy „to było wystarczająco straszne?”), tylko na tym, jak ta trauma wpłynęła na życie pacjenta. Dwóch ludzi może przeżyć „obiektywnie” podobne wydarzenia, a tylko u jednego rozwinie się C‑PTSD – i to też jest normalny wariant reakcji.

Z kolei DSM‑5 (stosowany m.in. w USA) nadal nie wyróżnia C‑PTSD osobną kategorią. Mówi o PTSD jako jednym zaburzeniu, a resztę objawów przypisuje np. zaburzeniom osobowości czy depresji. W praktyce wielu klinicystów i tak używa pojęcia C‑PTSD opisowo, bo widzi różnicę między „jednym wypadkiem” a „dziesięcioma latami piekła”.

W badaniach nad żołnierzami zwraca się dziś coraz większą uwagę na to, że wczesne traumy z dzieciństwa działają jak „wzmacniacz” ryzyka PTSD/C‑PTSD na misji. To nie jest tak, że wojna sama w sobie „tworzy” zaburzenie – często jest raczej mediatorem między dawno zapomnianą przemocą domową a obecnymi objawami.

W skrócie: ICD‑11 nazywa rzecz po imieniu, DSM‑5 jeszcze nie nadążył, a terapeuci w gabinetach i tak pracują z tym, co realnie widzą – złożoną, przewlekłą traumą i jej skutkami.

C‑PTSD a klasyczne PTSD – podobne korzenie, inny cień

Kiedy ktoś przychodzi i mówi: „Miewam flashbacki po wypadku”, myślę najpierw o PTSD. Gdy słyszę: „Od dziecka słyszałem, że jestem nikim, teraz boję się ludzi i czuję się jak pusta skorupa”, prawie zawsze zapala mi się lampka C‑PTSD.

PTSD zwykle rozwija się po:

  • jednym, nagłym i bardzo obciążającym wydarzeniu (wypadek, gwałt, napaść, katastrofa),
  • z objawami trwającymi co najmniej miesiąc,
  • które mocno utrudniają życie, ale często dotyczą głównie reakcji na samo zdarzenie (flashbacki, koszmary, unikanie, ciągłe napięcie).

C‑PTSD jest „dłuższą wersją koszmaru”. To efekt traumy:

  • powtarzającej się i długotrwałej,
  • z ograniczoną możliwością ucieczki lub szukania pomocy (dziecko w przemocowym domu, partnerka z dziećmi zależna finansowo od sprawcy, więzień, ofiara handlu ludźmi),
  • która zaczyna przenikać każdą sferę życia: relacje, obraz siebie, ciało.

Czas trwania objawów w obu zaburzeniach musi wynosić co najmniej miesiąc, ale w C‑PTSD przebieg jest znacznie częściej przewlekły. Bez leczenia objawy potrafią ciągnąć się latami, prowadząc do utraty pracy, relacji, sensu i zdrowia fizycznego.

Badania populacyjne mamy głównie dla PTSD. Dane o C‑PTSD są mocno niepełne – i w Polsce, i na świecie. W praktyce często widzimy osoby z diagnozą „depresja”, „zaburzenia osobowości”, „zaburzenia lękowe”, pod którymi kryje się nierozpoznana przewlekła trauma.

Poniższa tabela zbiera najważniejsze różnice:

Aspekt PTSD C-PTSD
Charakter traum Pojedyncze traumatyczne wydarzenie Przewlekła, powtarzająca się trauma
Czas trwania objawów Minimum 1 miesiąc Minimum 1 miesiąc, często przewlekły przebieg
Główne przyczyny Nagłe zdarzenia, katastrofy, napaści Przemoc domowa, przetrzymywanie, zaniedbanie
Zakłócenie funkcjonowania Znaczne, ale bardziej ograniczone Szerokie, wielowymiarowe wpływy na życie
Statystyki występowania Lepsza dokumentacja, więcej badań Brak precyzyjnych danych, wymaga dalszych badań

UWAGA: C‑PTSD często jest mylone z zaburzeniem osobowości borderline. Objawy potrafią wyglądać podobnie: silne emocje, lęk przed odrzuceniem, chaos w relacjach. Różnica tkwi w „rdzeniu”: w C‑PTSD ten chaos wyrasta z jasno uchwytnej, przewlekłej traumy i specyficznych symptomów pourazowych, a nie tylko z ogólnego „trudnego charakteru”.

Objawy C‑PTSD – to nie tylko flashbacki

Kiedy ktoś mówi „PTSD”, większość osób widzi przed oczami żołnierza budzącego się z krzykiem w nocy. Flashbacki i koszmary to rzeczywiście część obrazu, ale w C‑PTSD dzieje się o wiele więcej.

Na pierwszy plan wysuwają się:

  • natrętne wspomnienia, flashbacki, koszmary – obrazy lub odczucia z traumy, które wracają jakby działy się „tu i teraz”,
  • unikanie wszystkiego, co kojarzy się z traumą: miejsc, osób, sytuacji, tematów rozmowy, a często także własnych uczuć i wspomnień.

I tu pojawia się jeden z kluczowych mechanizmów ochronnych: dysocjacja. To stan, w którym psychika „odcina bezpieczniki”, żeby przetrwać:

  • depersonalizacja – poczucie bycia poza własnym ciałem, „jak w filmie”,
  • derealizacja – poczucie, że świat jest nierealny, jakby za szybą.

W C‑PTSD dysocjacja i unikanie myśli/uczuć są bardzo częstym, wręcz „znakowym” objawem. Wiele osób latami sądzi, że „po prostu tak mają”.

Druga ważna grupa objawów to zaburzenia regulacji emocji. W praktyce wygląda to tak:

  • nagłe wybuchy gniewu, których później się wstydzisz,
  • długotrwały, lepki smutek albo pustka, która nie mija,
  • uczucie stałego napięcia lub niepokoju,
  • emocjonalne odrętwienie – jakby odcięcie zarówno od radości, jak i bólu.

Do tego dochodzi wyobcowanie i problemy w relacjach. Osoba z C‑PTSD potrafi siedzieć na rodzinnej imprezie i czuć się, jakby była za grubą szybą. Budowanie bliskości jest trudne, bo z jednej strony bardzo się jej pragnie, a z drugiej – każda bliskość uruchamia lęk, że sytuacja znów się powtórzy.

Wielu moich pacjentów mówi: „Nie wiem, kim jestem, kiedy nie jestem ofiarą / silnym / opiekuńczym wobec innych”. C‑PTSD, szczególnie po traumach z najbliższego otoczenia w dzieciństwie, prowadzi często do utraty tożsamości i głębokiej alienacji. Człowiek czuje, że nie ma już „rdzenia”, tylko rolę, którą odgrywa.

Do tego dochodzą objawy somatyczne – i to nie są „wymyślone choroby”:

  • przewlekłe bóle (głowy, mięśni, brzucha, kręgosłupa),
  • problemy kardiologiczne (kołatania serca, nadciśnienie),
  • trudności gastroenterologiczne (biegunki, zaparcia, jelito drażliwe).

Organizm pracujący latami w trybie alarmu płaci za to realną, fizyczną cenę. W C‑PTSD często współwystępują też objawy depresyjne, lękowe, czasem elementy psychotyczne (np. krótkie epizody paranoidalne pod wpływem silnego stresu).

Jest jeszcze jeden, bardzo niszczący składnik: wewnętrzny krytyk. Szczególnie u osób, które w dzieciństwie doświadczały przemocy werbalnej i emocjonalnej. Badania pokazują, że taki „głos w głowie” potrafi być dla zdrowia psychicznego bardziej destrukcyjny niż część form przemocy fizycznej. „Jesteś beznadziejny”, „Twoja wina”, „Nikogo nie obchodzisz” – jeśli słyszałeś to latami od rodziców czy opiekunów, duża szansa, że dziś powtarza Ci to Twój własny mózg.

PRO TIP: bardzo pomocne bywa prowadzenie dziennika alternatywnych narracji. Zapisujesz typową myśl krytyka („Jestem beznadziejny, bo znów się rozpłakałem”) i obok formułujesz możliwą inną wersję („Popłakałem się, bo mój układ nerwowy jest przeciążony – to nie dowód słabości, tylko skutków traumy”). Brzmi banalnie, ale robione regularnie naprawdę osłabia moc krytyka.

Skąd się bierze C‑PTSD? Nie tylko „wielkie tragedie”

Wielu ludzi latami bagatelizuje swoje doświadczenia, bo „inni mieli gorzej”. Przykład z życia: pacjent mówi „nikt mnie nie bił, tylko ojciec mnie wyzywał i miesiącami się do mnie nie odzywał”, a jednocześnie spełnia wszystkie kryteria C‑PTSD.

C‑PTSD wymaga przewlekłej traumy. Może to być:

  • przemoc fizyczna, seksualna lub ekonomiczna w rodzinie,
  • wieloletnie molestowanie w dzieciństwie,
  • emocjonalne zaniedbanie: brak reakcji na potrzeby dziecka, milczenie, odrzucanie, zastraszanie,
  • życie w warunkach niewoli, przetrzymywania, sekty,
  • ciągłe nękanie i upokarzanie (w szkole, w pracy, w domu).

Co istotne, przemoc werbalna i emocjonalna w dzieciństwie bardzo często zostawia głębsze blizny niż jednorazowy incydent fizyczny. To ona buduje tego wspomnianego, toksycznego wewnętrznego krytyka i fundament chronicznego wstydu.

Trauma może mieć też komponent „zewnętrzny”: katastrofa naturalna, długi pobyt w szpitalu, ciężki wypadek. Jeśli jednak mówimy o C‑PTSD, zwykle te zdarzenia:

  • są powtarzające się lub przedłużone w czasie (np. wielomiesięczna hospitalizacja dziecka),
  • albo dzieją się w kontekście, w którym brakuje wsparcia – np. dziecko po ciężkim wcześniactwie, zagrażających życiu komplikacjach, które jednocześnie nie ma stabilnego, bezpiecznego dorosłego obok.

Silnie obciążające jest również świadkowanie traumie, zwłaszcza gdy robi się to latami: obserwowanie przemocy wobec matki, rodzeństwa, słuchanie awantur za ścianą, widok ciał w pracy ratownika medycznego. Jeśli przez długi czas żyjesz w napięciu, że „zaraz znów coś się stanie” – Twój układ nerwowy reaguje jak na własną traumę.

Jak diagnozuje się C‑PTSD?

W praktyce diagnoza często zaczyna się od zdania: „Mam depresję i lęki, nic nie pomaga”. Dopiero gdy zaczynamy rozmawiać nie tylko o objawach, ale też o historii życia, wyłania się obraz przewlekłej traumy.

Proces diagnostyczny zwykle obejmuje:

  • szczegółowy wywiad dotyczący przebytych wydarzeń – przede wszystkim czy były powtarzalne i długotrwałe,
  • ocenę typowych objawów PTSD: natrętnych wspomnień, unikania, nadmiernego pobudzenia,
  • oddzielne przyjrzenie się trzem obszarom charakterystycznym dla C‑PTSD: regulacji emocji, poczucia siebie, relacji.

Ważne jest odróżnienie C‑PTSD od zaburzenia stresu ostrego (ASD) – tam objawy pojawiają się szybko po traumie, ale trwają krócej niż miesiąc. W C‑PTSD mówimy o co najmniej miesiącu, a często znacznie dłużej, i to z mocnym wpływem na życie.

To, co wciąż za mało wybrzmiewa w popularnych opisach, to fakt, że wielu pacjentów z rozpoznaniem borderline, zaburzeń osobowości czy chronicznej depresji ma w tle właśnie nierozpoznane C‑PTSD. Dlatego dobry psychotraumatolog zawsze pyta nie tylko „co teraz pana/panią boli?”, ale „w jakim świecie pani/pan dorastał?”.

Brakuje precyzyjnych danych o częstości występowania C‑PTSD – zarówno w Polsce, jak i globalnie. To trochę jak z lodowcem: widzimy czubek (osoby po „jednorazowych” traumach), podczas gdy ogromne masy przewlekłej traumy nadal są słabo opisane.

Przebieg C‑PTSD i rokowanie – czy to kiedyś mija?

Jedno z najuczciwszych zdań, jakie można usłyszeć od terapeuty, brzmi: „Nie obiecam, że zapomnisz. Ale możesz przestać żyć jak w ciągłej wojnie”. I tak właśnie wygląda rokowanie przy C‑PTSD.

Objawy zwykle:

  • pojawiają się co najmniej miesiąc po traumie (czasem dużo później),
  • bez leczenia ciągną się miesiącami lub latami,
  • mają tendencję do zaostrzania się w stresie (ciąża, rozwód, zmiana pracy, choroba).

Jednym z najbardziej wykańczających skutków jest izolacja społeczna. Człowiek coraz częściej odwołuje spotkania, „nie ma siły” odpisać na wiadomość, ogranicza rozmowy, a potem utwierdza się w przekonaniu, że „nikomu na nim nie zależy”. To prosty, choć dramatyczny scenariusz do pogłębienia depresji i myśli samobójczych.

Z drugiej strony, kiedy C‑PTSD zostaje trafnie rozpoznane i realnie leczone, widać wyraźną poprawę:

  • flashbacki rzedną i tracą intensywność,
  • ciało przestaje reagować permanentnym alarmem,
  • powoli odbudowuje się poczucie wpływu na własne życie,
  • relacje stają się możliwe – może jeszcze nie komfortowe, ale nie tylko przerażające.

Rokowanie jest więc ściśle związane z tym, czy osoba:

  • ma dostęp do terapii traumy,
  • znajduje chociaż minimalne wsparcie w otoczeniu,
  • nie utknie wyłącznie na farmakoterapii bez pracy psychoterapeutycznej.

Leczenie C‑PTSD – co realnie pomaga?

Jedną z najtrudniejszych rozmów w gabinecie jest ta, w której tłumaczę, że sama farmakologia nie „wyleczy traumy”. Może obniżyć lęk, poprawić sen, złagodzić depresję – i to bywa bardzo potrzebne. Ale nie zmieni tego, jak mózg przechowuje wspomnienia.

Dlatego podstawą leczenia C‑PTSD jest psychoterapia. Najczęściej korzystamy z:

  • terapii poznawczo‑behawioralnej (CBT) ukierunkowanej na traumę – pomaga porządkować wspomnienia, pracować z przekonaniami typu „to moja wina”, „nic nie kontroluję”, „jestem zniszczony na zawsze”,
  • EMDR (Eye Movement Desensitization and Reprocessing) – metoda, w której przy jednoczesnym przypominaniu sobie traumy mózg jest delikatnie stymulowany (najczęściej ruchami gałek ocznych lub naprzemiennym bodźcowaniem). Dla wielu osób to pierwszy raz, gdy mogą „dotknąć” wspomnienia, nie zalewając się całkowicie lękiem.

Coraz częściej w pracy nad C‑PTSD włącza się też podejścia skoncentrowane na relacjach, traumie rozwojowej i systemie nerwowym (np. terapia schematów, podejścia oparte na teorii poliwagalnej).

Farmakoterapia ma sens, gdy:

  • objawy lękowe lub depresyjne są tak silne, że uniemożliwiają korzystanie z terapii,
  • pojawiają się myśli i tendencje samobójcze,
  • ciało jest w tak wysokim napięciu, że codziennie funkcjonowanie jest prawie niemożliwe.

W takich sytuacjach leki przeciwdepresyjne czy przeciwlękowe podawane przez psychiatrę są wsparciem – nie zamiennikiem – terapii.

Kluczowe elementy leczenia C‑PTSD to także:

  • odbudowa poczucia bezpieczeństwa (wewnętrznego i w relacjach),
  • nauka regulacji emocji (co robić, gdy fala złości czy lęku zalewa),
  • praca nad tożsamością („kim jestem poza rolą ofiary, ratownika, silnej osoby?”),
  • stopniowe budowanie, a czasem w ogóle odkrywanie, zdrowych granic.

Samopomoc przy C‑PTSD – co możesz zrobić sam, a kiedy szukać wsparcia?

Nie każdy ma od razu dostęp do terapii. Wielu ludzi startuje od tego, co mogą zrobić sami – i to też ma znaczenie. Widziałem nie raz, jak drobne, powtarzalne kroki robiły ogromną różnicę, zanim ktoś trafił na fotel naprzeciwko terapeuty.

Jednym z kluczowych obszarów jest regulacja emocji i układu nerwowego. Pomagają w tym:

  • ćwiczenia oddechowe (np. dłuższy wydech niż wdech),
  • krótkie praktyki uważności,
  • prosty ruch, który nie przeciąża (spacer, rozciąganie, joga).

Przy C‑PTSD szczególnie ważna jest uważność na momenty unikania i dysocjacji. Kiedy zauważasz, że „odpływasz”, wszystko robi się jakby za szybą albo nagle kompulsywnie scrollujesz telefon, byle „nic nie czuć” – to sygnał.

Możesz wtedy:

  • skierować uwagę na oddech – np. 10 wolnych oddechów, licząc w myślach,
  • skupić się na zmysłach: co widzisz, słyszysz, czujesz pod stopami, jaki zapach jest w pomieszczeniu,
  • dotknąć czegoś chłodnego lub szorstkiego, by zakotwiczyć się w „tu i teraz”.

To nie „magicznie leczy”, ale delikatnie przywraca Cię do teraźniejszości, zamiast pozwolić całkowicie odpłynąć w dysocjację.

Drugi obszar to relacje. Izolacja tylko wzmacnia objawy, ale rzucanie się od razu w głębokie, intensywne relacje zwykle kończy się kolejnym zranieniem. Pomaga podejście „małych kroków”:

  • krótka wymiana wiadomości w grupie wsparcia online,
  • rozmowa na tematy niezbyt osobiste z kimś, kogo już trochę znasz,
  • stały, choćby minimalny kontakt (np. jedna wiadomość tygodniowo).

W ten sposób system nerwowy uczy się, że kontakt z ludźmi nie musi oznaczać natychmiastowego zagrożenia.

No i wreszcie – wspomniany już dziennik. Pisanie:

  • co się wydarzyło,
  • co pomyślałeś/pomyślałaś,
  • co poczułeś/poczułaś w ciele,

a potem dopisywanie alternatywnych narracji uderza bezpośrednio w wewnętrznego krytyka, który wyssał swoje komunikaty z przemocy emocjonalnej z przeszłości.

Kiedy koniecznie zgłosić się po pomoc?

Sygnały alarmowe to m.in.:

  • objawy, które poważnie utrudniają codzienne funkcjonowanie (praca, nauka, opieka nad sobą lub dziećmi),
  • nawracające myśli samobójcze lub poczucie, że „lepiej, żeby mnie nie było”,
  • epizody, gdy tracisz kontakt z rzeczywistością albo nie pamiętasz fragmentów czasu,
  • nasilające się uzależnienia (alkohol, narkotyki, hazard, kompulsywne korzystanie z pornografii, jedzenia, internetu).

W takiej sytuacji psycholog / psychotraumatolog pomoże uporządkować obraz sytuacji i zaplanować terapię, a psychiatra – wesprze farmakologicznie, jeśli to będzie potrzebne. Wczesna reakcja naprawdę obniża ryzyko najcięższych konsekwencji, w tym prób samobójczych.

Najczęstsze pytania o C‑PTSD

Co odróżnia C‑PTSD od klasycznego PTSD?

Najprościej: czas trwania i rozległość skutków. PTSD zwykle wiąże się z jednym, ostrym wydarzeniem i koncentruje się wokół objawów bezpośrednio z nim związanych (flashbacki, koszmary, unikanie, nadmierna czujność).

C‑PTSD jest efektem długotrwałej, powtarzającej się traumy i – oprócz klasycznych objawów PTSD – obejmuje:

  • przewlekłe problemy z regulacją emocji,
  • zrujnowane poczucie własnej wartości,
  • głębokie poczucie wstydu i winy,
  • trudności w relacjach, lęk przed bliskością, a jednocześnie silną jej potrzebę,
  • zaburzenia tożsamości („nie wiem, kim jestem”).

To dlatego osoby z C‑PTSD tak często mówią: „Mam wrażenie, że trauma weszła we wszystkie obszary mojego życia”.

Jakie są główne objawy C‑PTSD?

Poza klasycznymi objawami PTSD (natrętne wspomnienia, koszmary, unikanie, nadpobudliwość), w C‑PTSD pojawiają się:

  • silne, nieproporcjonalne reakcje emocjonalne (złość, wstyd, lęk, rozpacz),
  • emocjonalne odrętwienie,
  • problemy z budowaniem i utrzymywaniem relacji,
  • utrwalone poczucie bycia „gorszym”, „zepsutym”, „nienaprawialnym”,
  • chroniczne poczucie zagrożenia, nawet w obiektywnie bezpiecznych sytuacjach,
  • objawy somatyczne (bóle, problemy z sercem, trawieniem),
  • epizody dysocjacji (odcięcie od siebie, poczucie nierealności).

C‑PTSD może też współwystępować z depresją, zaburzeniami lękowymi, epizodami psychotycznymi i różnymi formami uzależnień.

Czy C‑PTSD może powstać bez „bezpośredniej” traumy?

Nie. Warunkiem C‑PTSD jest ekspozycja na przewlekłą traumę. Ale „bezpośredniość” bywa myląca. Dziecko, które „tylko ogląda”, jak ojciec bije matkę, również doświadcza traumy – jego mózg rejestruje realne zagrożenie życia i brak wpływu.

To, co naprawdę ma znaczenie diagnostycznie, to wpływ tych doświadczeń na obecne funkcjonowanie, a nie to, czy ktoś „formalnie” był ofiarą, czy „tylko świadkiem”.

Jak długo mogą trwać objawy C‑PTSD?

Kryteria mówią o minimum miesiącu, ale w praktyce bez leczenia objawy często stają się przewlekłe. Mogą łagodnieć i zaostrzać się falami – np. przy ważnych życiowych zmianach – ale rzadko znikają same, jeśli warstwa traumatyczna nigdy nie została przepracowana.

Jak leczy się C‑PTSD?

Podstawą jest psychoterapia traumy – najczęściej:

  • terapia poznawczo‑behawioralna,
  • EMDR,
  • podejścia skoncentrowane na traumie rozwojowej i relacjach.

Dodatkowo stosuje się farmakoterapię, jeśli występują silne objawy depresji, lęku, bezsenności czy myśli samobójcze. Leki dobiera psychiatra, a ich rolą jest stworzenie warunków, w których praca terapeutyczna staje się możliwa.

Jeśli podczas lektury złapałeś się na myśli „to brzmi jak moje życie”, nie znaczy to jeszcze, że na pewno masz C‑PTSD. Znaczy tyle, że Twoje doświadczenia zasługują na poważne potraktowanie – nie jako „przesada” czy „rozpamiętywanie”, ale jako realny ślad traumy, z którym da się pracować.