Ból psychiczny nie do zniesienia – przewodnik: co to jest, skąd się bierze i jak sobie pomóc
Ktoś kiedyś powiedział mi w gabinecie: „Gdyby to był ból zęba, już dawno bym poszedł do dentysty. Ale co mam zrobić z bólem, który jest w środku głowy i serca?”
To zdanie dobrze oddaje istotę bólu psychicznego nie do zniesienia – ogromnego, subiektywnego cierpienia, które trudno pokazać, a jeszcze trudniej opisać.
To, co dla jednej osoby jest szalenie bolesne, dla innej może być „tylko” bardzo trudne. Ten sam rozwód, ta sama strata pracy, ta sama choroba – a reakcje skrajnie różne. Nie dlatego, że jedni są „silni”, a inni „słabi”, tylko dlatego, że ból psychiczny jest głęboko indywidualny.
Dobrze zrozumieć jedno: ten ból jest normalną, choć skrajną reakcją na bardzo trudne doświadczenia, a nie dowodem na Twoją „wadliwość”. Cierpienie psychiczne nie jest brakiem charakteru, tylko informacją, że w Twoim życiu, w relacjach, w poczuciu sensu lub bezpieczeństwa coś bardzo mocno się zachwiało.
W tym tekście przeprowadzę Cię krok po kroku przez to, czym jest ból psychiczny, skąd się bierze, kiedy staje się stanem alarmowym oraz co – z poziomu praktyki, nie teorii – realnie może go złagodzić.
Czym jest ból psychiczny (psychache) – w praktyce, nie w podręczniku
Edwin Shneidman, jeden z najważniejszych badaczy samobójstw, nazwał ten rodzaj cierpienia psychache – bólem psychicznym wynikającym z niezaspokojonych podstawowych potrzeb psychicznych: miłości, poczucia sensu, przynależności, wpływu, bezpieczeństwa. Kiedy te potrzeby są dramatycznie naruszone, pojawia się coś więcej niż smutek. Pojawia się ból, który „zaciska” całe wnętrze.
Ten ból może rodzić się z:
- poczucia straty (kogoś, czegoś, kierunku w życiu),
- odrzucenia,
- winy,
- beznadziei,
- pustki,
- wstydu.
Rzadziej mówi się o nim w kontekście egzystencjalnym. A bardzo często źródłem cierpienia jest np. świadomość własnej kruchości i przemijalności („nic nie jest na zawsze”), poczucie wewnętrznej pustki, wyrzuty sumienia za coś, czego nie można cofnąć, albo wrażenie, że życie straciło sens.
Shneidman zauważył też coś, co potwierdzają nowsze badania: to właśnie zmiany w natężeniu bólu psychicznego, a nie same „diagnozy”, decydują o pojawianiu się i nasilaniu myśli samobójczych. Innymi słowy – ból psychiczny nie jest tylko objawem. Jest jednym z głównych przyczynowych czynników skłonności samobójczych.
W rozmowach często słyszę zdanie: „Nie chcę umrzeć, chcę tylko, żeby to w środku przestało tak boleć.” I to jest sedno psychache.
Jak objawia się ból psychiczny – emocje, myśli, ciało, zachowanie
Spróbuj przez chwilę przypomnieć sobie moment, kiedy „rozsypało Ci się życie”: rozstanie, śmierć bliskiej osoby, ogromny wstyd, zdrada, nagła utrata pracy. Większość osób opisuje wtedy nie tylko smutek, ale właśnie ból – ucisk w klatce piersiowej, „dziurę” w środku, fizyczny ciężar.
Ból psychiczny zwykle pokazuje się na czterech poziomach:
Emocje
To intensywny smutek, lęk, wstyd, poczucie pustki, beznadziei. U niektórych osób zamiast łez pojawia się emocjonalne odrętwienie – jakby ktoś wyciął wszystkie uczucia, zostało tylko napięcie.
Myśli (poziom poznawczy)
Pojawiają się ruminacje – uporczywe, powtarzające się myśli krążące wokół cierpienia, poczucia winy, bezsensu. Umysł „zawęża się” do kilku katastroficznych tematów: „już zawsze tak będzie”, „jestem ciężarem”, „nie dam rady”. To, co Shneidman nazywał poznawczym zawężeniem, bardzo sprzyja myślom samobójczym – bo człowiek przestaje widzieć alternatywy.
Ciało (objawy fizjologiczne)
Tutaj ból psychiczny bardzo często przechodzi w ból psychosomatyczny. Ciało zaczyna mówić szybciej niż świadome emocje:
- napięte barki, kark, szczęki,
- bóle brzucha, głowy, ucisk w klatce piersiowej,
- kołatanie serca, duszność,
- zaburzenia snu,
- zmiany apetytu.
W praktyce klinicznej coraz częściej powtarza się zdanie: „Słuchaj najpierw ciała, bo ono pierwsze wysyła sygnał.” Bardzo pomocne bywa proste ćwiczenie: zauważasz napięcie w konkretnym miejscu (np. kark, żołądek) i dopiero wtedy zadajesz sobie pytanie: „Jaka emocja właśnie próbuje się przez to napięcie przebić? Strach? Wstyd? Złość? Smutek?”.
⚡ PRO TIP: wielu pacjentów mówi, że systematyczne notowanie („napina mi się kark, gdy… i wtedy czuję…”) rozładowuje psychosomatykę szybciej niż samo analizowanie „co jest ze mną nie tak”.
Zachowanie (poziom behawioralny)
Ból psychiczny często:
- zmniejsza aktywność,
- odcina od ludzi (wycofanie, izolacja),
- sprzyja ryzykownym zachowaniom: używki, przypadkowy seks, ryzykowna jazda autem, samouszkodzenia.
W depresji dzieje się jeszcze coś ważnego: spada tolerancja na ból fizyczny i psychiczny. Z badań i relacji pacjentów wiemy, że:
- depresja obniża próg bólu – wszystko boli mocniej,
- antydepresanty (po ok. 2–4 tygodniach) często działają również jak leki przeciwbólowe, zwiększając tolerancję bólu – zarówno fizycznego, jak i psychicznego, zwłaszcza gdy są łączone z terapią.
To pokazuje, jak bardzo neurochemia, emocje i ciało są ze sobą splecione.
Dlaczego jedni „wytrzymują”, a inni pękają? Indywidualność bólu
Kiedy rozmawiam z parami, bardzo często słyszę: „Mnie też to spotkało i jakoś żyję, a on/ona kompletnie się rozsypał(a).”
I tu ważne wyjaśnienie: to nie jest konkurs na odporność psychiczną.
To, jak silnie czujesz ból psychiczny, zależy m.in. od:
- dotychczasowych doświadczeń (traumy, dzieciństwo, wcześniejsze straty),
- poziomu przewlekłego stresu (życie w ciągłej gotowości, lęk o finanse, choroba w rodzinie),
- tego, czy Twoje podstawowe potrzeby psychologiczne były i są zaspokajane.
Te kluczowe potrzeby to m.in.:
- bezpieczeństwo,
- przynależność,
- poczucie wpływu i sprawczości,
- bycie widzianym i ważnym,
- sens i kierunek życia.
Kiedy przez dłuższy czas są niezaspokojone, ból psychiczny rośnie. A mózg, przeciążony cierpieniem, zaczyna działać w trybie „tunelowym”: zawęża uwagę, podsuwa bardziej skrajne interpretacje i rozwiązania.
Czasem źródłem bólu nie jest jedno konkretne wydarzenie, ale kumulacja drobiazgów: latami znoszony brak szacunku w związku, bycie niezauważanym w pracy, życie „na przeczekanie”, narastające zmęczenie opieką nad bliską osobą, drobne upokorzenia. W pewnym momencie przychodzi „ta ostatnia kropla” – obiektywnie błaha – a Ty masz wrażenie, że wszystko się rozsypało.
To nie jest słabość. To sygnał, że Twój system psychiczny od dawna jedzie na rezerwie.
Skąd bierze się ból psychiczny – najczęstsze źródła
Pamiętam mężczyznę po utracie pracy, który przez pierwsze 20 minut konsultacji mówił tylko o pieniądzach. Dopiero później wyszło, że tak naprawdę stracił coś jeszcze: poczucie wartości, pozycję w rodzinie, „to kim byłem, gdy wychodziłem rano w garniturze z domu”. Jego ból psychiczny nie wynikał wyłącznie z braku wypłaty, ale z poczucia utraty twarzy.
Źródła bólu psychicznego są różne, ale często pojawiają się:
- traumy (przemoc, wypadki, nadużycia),
- przewlekły stres (choroba własna lub bliskich, niepewność finansowa, opieka nad kimś niesamodzielnym),
- straty (śmierć bliskich, rozstania, rozwody, utrata pracy, gwałtowna zmiana statusu społecznego),
- wykluczenie społeczne (ubóstwo, stygmatyzacja, odrzucenie),
- zaburzenia psychiczne (depresja, zaburzenia lękowe, borderline, uzależnienia),
- oraz choroby somatyczne (ból fizyczny, niepełnosprawność, choroby przewlekłe).
Szczególnie nasilony i przewlekły ból psychiczny obserwuje się po stracie dziecka – tam dochodzi nie tylko trauma, ale też głębokie załamanie sensu, obrazu świata i siebie jako rodzica. Często towarzyszy temu społeczna izolacja i trudne konsekwencje finansowe, co dodatkowo wzmacnia cierpienie.
Warto też podkreślić raz jeszcze: to poziom bólu psychicznego, a nie sama „etykieta diagnozy”, jest głównym paliwem myśli samobójczych. Im bardziej ból rośnie, tym bardziej mózg szuka „sposobu, żeby przestało boleć”. Samobójstwo pojawia się wtedy jako – tragicznie błędna – odpowiedź na pytanie: „jak wyłączyć ten ból na zawsze?”.
Ból psychiczny a ból fizyczny – ten sam układ alarmowy
Wiele osób mówi: „Jak mnie boli kręgosłup, to przynajmniej wiem, że coś jest popsute. A tu… nic nie widać.”
Neurobiologia dodaje do tego ciekawy komentarz: ból psychiczny i fizyczny korzystają z bardzo podobnych torów w mózgu.
Badania pokazują, że przy:
- odrzuceniu społecznym,
- upokorzeniu,
- stracie bliskiej osoby,
aktywizują się te same rejony mózgu, które odpowiadają za ból fizyczny. Dla układu nerwowego wykluczenie z grupy bywa równie groźne jak rana czy złamanie – dlatego ból psychiczny jest „tak samo prawdziwy” jak fizyczny.
Dochodzi do tego jeszcze kwestia neurochemii:
- niski poziom serotoniny zwiększa subiektywne odczuwanie bólu zarówno fizycznego, jak i psychicznego,
- to z kolei wzmacnia katastroficzne myśli („nie wytrzymam tego”, „to się nigdy nie skończy”),
- myśli zwiększają stres, stres dalej rozregulowuje układ nerwowy – i koło się zamyka.
Nieprzypadkowo antydepresanty mają często również działanie przeciwbólowe. Pacjenci z depresją i bólem psychicznym często mówią, że po 2–4 tygodniach leczenia:
„To nie jest tak, że wszystko znika. Ale jakby ktoś ściszył ten ból z dziesiątki na szóstkę. Da się oddychać. Można w ogóle zacząć myśleć o terapii, a nie tylko przeżyć dzień.”
Na poziomie organizmu przewlekły ból (psychiczny i fizyczny) wiąże się też ze stanem zapalnym w układzie nerwowym. To częściowo tłumaczy, dlaczego ktoś może czuć „ból całego ciała”, mimo że badania nie pokazują konkretnych uszkodzeń.
Jak powszechny jest ból psychiczny – trochę liczb
Gdy zaczynasz mieć wrażenie, że „tylko ze mną jest coś nie tak”, liczby bywają… paradoksalnie kojące. Pokazują, że nie jesteś wyjątkiem, tylko częścią ogromnej grupy ludzi w podobnej sytuacji.
Szacuje się, że około jedna ósma populacji żyje z jakąś formą zaburzenia psychicznego – najczęściej depresyjnego lub lękowego. W tej grupie ból psychiczny jest jednym z kluczowych objawów, a nie dodatkiem.
| Wskaźnik | Opis |
|---|---|
| Odsetek osób z zaburzeniem psychicznym | Około 1 na 8 osób na świecie doświadcza zaburzeń psychicznych, głównie lękowych i depresji |
| Główne przyczyny niezdolności do pracy | Depresja jest jedną z wiodących przyczyn niezdolności do pracy |
| Doświadczenie bólu w depresji | Większość pacjentów z ciężką depresją opisuje swoje cierpienie jako silny, ciągły ból psychiczny |
| Współwystępowanie ból fizyczny – psychiczny | Często obserwuje się, że zaburzeniom psychicznym towarzyszy przewlekły ból fizyczny |
W praktyce oznacza to tyle: bardzo wiele osób, które mijasz w sklepie czy tramwaju, ma za sobą – albo właśnie przechodzi – okres silnego bólu psychicznego. Tyle że nie widać tego na pierwszy rzut oka.
Czy ból psychiczny „nie do zniesienia” oznacza chorobę psychiczną?
Pewna pacjentka zapytała wprost: „Czy jak boli mnie tak, że nie mogę oddychać, to znaczy, że jestem chora psychicznie?”
To pytanie wraca zaskakująco często.
Odpowiedź jest bardziej złożona niż „tak/nie:
- Nie zawsze. Ból psychiczny może być naturalną reakcją na ekstremalnie trudne wydarzenia: żałobę, rozwód, zdradę, publiczne upokorzenie, traumę. Człowiek w takim momencie cierpi, bo jego życie naprawdę zostało wywrócone.
- Czasem – tak. Jeśli ból jest przewlekły, nieadekwatny do aktualnej sytuacji, towarzyszy mu długotrwałe obniżenie nastroju, lęk, utrata energii i zainteresowań, problemy ze snem czy jedzeniem – może to wskazywać na zaburzenia depresyjne, lękowe lub osobowości (np. borderline).
Kluczowe jest nie to, czy „masz etykietę”, ale:
- jak długo ten ból trwa,
- jak bardzo dezorganizuje codzienne funkcjonowanie,
- czy pojawiają się myśli: „nie chcę już żyć”.
⚠ UWAGA: fakt, że około jedna ósma populacji ma zaburzenie psychiczne, pokazuje raczej skalę zjawiska niż „twoją wyjątkową wadliwość”. Jeśli czujesz, że ból wymyka się spod kontroli, rozmowa z psychiatrą czy psychoterapeutą jest aktem higieny psychicznej, a nie dowodem „choroby”.
Kiedy to już sygnał alarmowy – sytuacje wymagające natychmiastowej pomocy
Jedną z trudniejszych rozmów jest ta, w której ktoś mówi: „Nie mam konkretnych planów, ale serio zastanawiam się, czy jest sens dalej żyć.”
To już nie jest zwykły „gorszy okres”. To sygnał alarmowy.
Na pilną pomoc zasługujesz szczególnie wtedy, gdy:
- pojawiają się myśli samobójcze – od „lepiej by było, gdyby mnie nie było” po konkretne plany odebrania sobie życia,
- pojawia się autoagresja lub samouszkodzenia (cięcie się, przypalanie, celowe narażanie się na niebezpieczeństwo) – nawet jeśli „to nie są próby samobójcze, tylko ulga”,
- coraz częściej sięgasz po używki (alkohol, leki, narkotyki) głównie po to, by „nie czuć”,
- masz poważne trudności z wykonywaniem podstawowych czynności: myciem się, jedzeniem, wyjściem z domu, opuszczaniem łóżka,
- utrzymują się zaburzenia snu i apetytu – bezsenność, wybudzanie się nad ranem, jedzenie „za dużo” lub brak apetytu,
- towarzyszy Ci stałe, przygniatające poczucie beznadziejności.
W takich sytuacjach nie chodzi o to, czy jesteś „wystarczająco chory”, żeby „zasłużyć” na pomoc. Chodzi o bezpieczeństwo. Twoje lub kogoś, o kogo się martwisz.
⚡ PRO TIP: jeśli wahasz się, czy „to już pora”, przyjmij prostą zasadę z interwencji kryzysowej: jeśli zastanawiasz się, czy warto szukać pomocy – to znaczy, że warto. Lepiej zadzwonić po pomoc „za wcześnie” niż o jeden raz za późno.
Dlaczego unikanie emocji i izolacja działają tylko na chwilę
Większość z nas zna ten schemat: coś bardzo boli → zamykam się w sobie, włączam serial, scrolluję telefon, odwołuję spotkania, „nie mam siły gadać”. Na krótką metę to czasem ratuje. Na dłuższą – zwykle dolewa oliwy do ognia.
W praktyce wygląda to tak:
- Izolujesz się, żeby „nie obciążać innych” albo „nie wysłuchiwać rad”.
- Pojawiają się ruminacje – umysł zaczyna mielić ciągle te same trudne myśli.
- Z czasem zaczynasz bardziej wierzyć w te myśli („jestem beznadziejny”, „nikogo to nie obchodzi”).
- To nasila ból, który znów pcha Cię w stronę izolacji, używek albo autoagresji.
Powstaje błędne koło: im bardziej uciekasz od emocji, tym bardziej one rządzą Twoim życiem.
Podczas jednego z warsztatów ktoś powiedział: „Najbardziej boję się usiąść w ciszy, bo wtedy wszystko wraca.” I rzeczywiście, pierwsze chwile kontaktu z emocjami bywają brutalne. Ale to właśnie świadome, stopniowe zwracanie się w stronę emocji, a nie od nich ucieczka, zmniejsza ich intensywność w dłuższej perspektywie.
Czy da się „wyłączyć” ból psychiczny? Co realnie pomaga
Nie ma magicznego przycisku „OFF”. Ale da się coś innego: obniżyć poziom bólu do takiego, przy którym da się żyć, myśleć i krok po kroku zmieniać sytuację.
Z praktyki wynika, że najlepiej działa połączenie kilku elementów.
1. Psychoterapia – miejsce, gdzie ból dostaje język
W gabinecie najpierw często robimy coś pozornie prostego: nazywamy to, co się dzieje. Zamieniamy „nie wiem, co się ze mną dzieje” na: „czuję wstyd, bo…”, „mam ogromne poczucie winy, że…”, „boję się, że…”.
Psychoterapia:
- porządkuje chaos,
- pomaga zrozumieć źródła bólu,
- uczy regulacji emocji (co mogę zrobić TU i TERAZ, kiedy fala przychodzi),
- pracuje z myślami katastroficznymi i poznawczym zawężeniem („to jedyne wyjście”).
W nurcie, który mocno akcentuje pracę z ciałem, bardzo ważnym krokiem jest właśnie słuchanie napięcia mięśniowego i szukanie, jaka emocja za nim stoi. To bywa dla wielu osób pierwszym, konkretnym „uchwytnym” narzędziem.
2. Farmakoterapia – ściszenie bólu na tyle, by dało się pracować
Czasem ból jest tak silny, że bez leków trudno w ogóle zacząć terapię. Wtedy psychiatra może włączyć antydepresanty lub inne leki, które:
- stabilizują nastrój,
- zwiększają tolerancję bólu (również fizycznego),
- zmniejszają napęd ruminacji.
Wiele osób opisuje to tak: „To jakby ktoś ściszył ból z 120% na 70%. Nadal jest ciężko, ale przynajmniej mogę rozmawiać, coś zaplanować, pójść na terapię.”
Leki same z siebie nie „rozwiążą życia”, ale tworzą warunki, w których psychoterapia i codzienne małe kroki mają szansę zadziałać.
3. Regulacja emocji i praca z ciałem – narzędzia „na dziś”
Dobre techniki regulacji emocji to nie „pozytywne myślenie”, tylko konkretne, proste działania, które:
- obniżają pobudzenie,
- przerywają spiralę katastroficznych myśli.
Przykład z praktyki: ktoś opisuje atak wstydu po sytuacji w pracy – serce bije jak szalone, ręce się trzęsą, w głowie tylko: „ośmieszyłem się, koniec”. Zaczynamy od oddechu przeponowego: wydłużone wydechy, ręka na brzuchu, kilka minut.
Bardzo często po 2–3 minutach osoba mówi: „Dalej jest mi źle, ale przynajmniej nie mam wrażenia, że zaraz eksploduję.”
To nie rozwiązuje problemu, ale przerywa błędne koło: silne pobudzenie → katastroficzne myśli → jeszcze silniejsze pobudzenie.
Do tego dochodzą:
- proste ćwiczenia uważności (zauważanie tu i teraz, zamiast „dopisywania historii”),
- krótkie przerwy na sprawdzenie ciała („gdzie mnie teraz ściska?”),
- łagodne ruchy rozluźniające napięte partie mięśni.
4. Aktywacja behawioralna – wychodzenie z paraliżu
Kiedy ból psychiczny jest silny, większość rzeczy „nie ma sensu”. Zamiast czekać na powrót motywacji, w aktywacji behawioralnej robimy odwrotnie: działamy najpierw, motywacja często przychodzi później.
To mogą być bardzo małe rzeczy:
- prysznic,
- wyjście na 10-minutowy spacer,
- telefon do jednej zaufanej osoby,
- zjedzenie czegoś ciepłego,
- otwarcie okna i kilka głębszych oddechów.
Nie chodzi o „naprawienie życia w tydzień”, tylko o minimalne przerwanie bezruchu, który podtrzymuje depresję i ból.
5. Współczucie dla siebie – zamiast wewnętrznego kata
Wielu ludzi z silnym bólem psychicznym jest dla siebie bardziej brutalnych niż byli dla nich najgorsi krytycy z zewnątrz. Myśli typu: „inni mają gorzej, a ty się mazgaisz” albo „jesteś beznadziejny, że nie umiesz sobie poradzić” tylko dokładają cierpienia.
Ćwiczenia samowspółczucia uczą mówić do siebie inaczej, bardziej jak do przyjaciela w kryzysie. To nie jest „użalanie się nad sobą”, tylko budowanie wewnętrznej postawy: „boli Cię, bo dużo straciłeś, a nie dlatego, że jesteś zły”.
Rola relacji i specjalistów – nie dźwigaj tego sam
Pamiętam kobietę, która przez pół roku nie mówiła nikomu, że ma myśli samobójcze. W końcu powiedziała to przyjaciółce. Jej komentarz: „Najbardziej zaskoczyło mnie, że nie uciekła. Usiadła, zaparzyła herbatę i powiedziała: dobra, to teraz razem pomyślimy, co z tym możemy zrobić.”
Dobre relacje działają jak amortyzator. Kiedy masz choć jedną osobę, która:
- słucha bez oceniania,
- nie bagatelizuje („weź się w garść”) ani nie dramatyzuje („jak możesz tak mówić!”),
- jest w stanie po prostu z Tobą być,
poziom bólu zwykle spada choć trochę. Nie dlatego, że problem znika, ale dlatego, że nie jesteś z nim sam.
Jednocześnie bywa tak, że bliscy to za mało. Albo też są w kryzysie. Albo po prostu nie mają narzędzi. Wtedy pojawia się miejsce na:
- psychologa/psychoterapeutę – praca nad źródłami bólu, emocjami, myślami, zachowaniami,
- psychiatrę – gdy potrzeba farmakologicznego wsparcia,
- telefony zaufania, centra interwencji kryzysowej, grupy wsparcia – szczególnie przy nasilonych myślach samobójczych, autoagresji, używkach, paraliżu funkcjonowania.
⚡ PRO TIP: jeśli boisz się pierwszej wizyty u specjalisty, możesz zacząć od telefonu zaufania lub rozmowy online. Dla wielu osób to łatwiejszy pierwszy krok niż wejście do gabinetu.
Jak zadbać o siebie na przyszłość – profilaktyka nawrotów
Gdy ból trochę opada, często pojawia się naturalne pragnienie: „Nie chcę przez to przechodzić drugi raz”. Nie zawsze da się uniknąć trudnych wydarzeń, ale można zwiększyć swoje szanse na łagodniejszy przebieg kolejnych kryzysów.
W praktyce oznacza to m.in.:
- zauważanie wczesnych sygnałów ostrzegawczych (bezsenność, napięcie w ciele, rosnąca izolacja, coraz więcej używek),
- reagowanie na nie wcześniej, a nie dopiero przy „ścianie”,
- podtrzymywanie choć kilku małych rytuałów, które Ci służą (ruch, sen, kontakt z naturą, rozmowy),
- dalszą pracę w terapii nad poczuciem sensu, relacjami, granicami.
Każdy, nawet drobny krok – zapisanie się na konsultację, powiedzenie komuś „jest mi bardzo ciężko”, wzięcie wolnego dnia na odpoczynek zamiast „zagryzania zębów” – jest formą troski o siebie i realnym budowaniem odporności.
Najczęstsze pytania, które słyszę
Czy ból psychiczny „nie do zniesienia” automatycznie oznacza chorobę psychiczną?
Nie. Może być naturalną reakcją na ekstremalnie trudną sytuację. Ale jeśli utrzymuje się długo, narasta, dezorganizuje życie albo towarzyszą mu myśli samobójcze – warto skonsultować się ze specjalistą. Nie po to, by „przykleili etykietę”, tylko by wspólnie sprawdzić, jak można ten ból zmniejszyć.
Kiedy koniecznie trzeba szukać pilnej pomocy?
Zawsze, gdy:
- masz myśli samobójcze (nawet „między słowami”),
- masz poczucie utraty kontroli nad sobą,
- jesteś tak przygnieciony, że nie jesteś w stanie wykonywać podstawowych codziennych czynności,
- pojawia się silna dezorientacja czy „odrealnienie”.
To są sytuacje, w których nie czekamy, aż „samo przejdzie”.
Czy ból psychiczny jest równie „prawdziwy” jak ból fizyczny?
Tak. Mózg nie robi tu takiego rozróżnienia, jakiego często oczekuje od nas otoczenie. Ból psychiczny angażuje te same sieci neuronalne co ból fizyczny, wpływa na ciało, sen, odporność, zdolność do pracy i relacji. Jest realny. I zasługuje na traktowanie z taką samą powagą jak ból zęba czy złamana noga – z tym, że jego „leczenie” wymaga zwykle zarówno pracy z ciałem, jak i z psychiką.
Jeśli cokolwiek z tego tekstu brzmi znajomo, potraktuj to nie jako diagnozę, ale jako zaproszenie do zrobienia kolejnego małego kroku: rozmowy, telefonu, umówienia wizyty, zapisania swoich objawów. Ból psychiczny może być potężny, ale nie jesteś wobec niego bezbronny – szczególnie wtedy, gdy nie próbujesz mierzyć się z nim w samotności.