Dlaczego wspieram lokalnych producentów i etyczne marki

Pamiętam dzień, w którym kupiłam swoją pierwszą „prawdziwie lokalną” rzecz – ręcznie robioną torebkę z małej pracowni na Podlasiu. Sprzedawczyni znała imię krawcowej, opowiadała o tym, jak wygląda szycie, ile sztuk powstaje w miesiącu. Wyszłam z poczuciem, że zapłaciłam nie tylko za produkt, ale za czyjąś pracę, historię i marzenie.

Kiedy wybieram produkty od lokalnych producentów, sięgam po coś znacznie więcej niż „ładną rzecz”. To często przedmiot zrobiony w małej skali, rękami ludzi, którzy mieszkają godzinę drogi ode mnie. Każda taka decyzja to realne wsparcie dla rodzinnych firm, lokalnych rzemieślników i całych społeczności – od krawcowej, przez dostawcę tkanin, po panią z księgowości.

Za tym idą bardzo konkretne skutki: nowe miejsca pracy, rozwój małych miejscowości, lepsza infrastruktura, a czasem po prostu to, że czyjeś dziecko ma za co pojechać na kolonie. W dużych korporacjach łatwo się zgubić jako „konsumentka”. W małych biznesach jesteś częścią historii firmy.

Wspieranie marek etycznych to dla mnie kolejny krok. To już nie tylko „lokalne”, ale też pytanie: w jakich warunkach powstało to, co trzymam w rękach? Etyczna marka łączy jakość produktu z szacunkiem do ludzi i środowiska. Kiedy widzę, że firma dba o zrównoważony rozwój, transparentność i godne płace, mam poczucie, że moje pieniądze nie dokładają cegiełki do wyzysku, tylko do czegoś, pod czym mogłabym się podpisać.

Dla wielu osób taka postawa to „modny trend”. Dla mnie – sposób na życie. Bo świadome wybory zakupowe naprawdę zmieniają świat wokół nas, tylko robią to po cichu, rachunek po rachunku.

Lokalni producenci a polska gospodarka – co naprawdę wspierasz

Jedna z moich czytelniczek napisała mi kiedyś: „Joanna, co za różnica, czy kupię bluzkę w sieciówce, czy u polskiej marki? Przecież to tylko jedna sztuka”. Odpisałam jej, wysyłając… tabelkę z danymi o polskich MŚP i krótkie „to nie jest tylko jedna sztuka”.

W Polsce niemal cały biznes to sektor MŚP – mikro, małe i średnie przedsiębiorstwa. Stanowią aż 99,8% wszystkich firm. W praktyce większość to mikroprzedsiębiorstwa zatrudniające mniej niż 10 osób – ponad 97% firm w kraju. A mimo tej „mikro” skali tworzą prawie połowę polskiego PKB – dokładnie 45,3%.

To też prawie 7 milionów miejsc pracy (6,94 mln) – czyli ponad 67% wszystkich zatrudnionych w sektorze przedsiębiorstw. Za każdym „kupiłam bluzkę od lokalnej marki” stoi czyjaś wypłata, składki ZUS, czynsz za warsztat, opłacona grafika do strony, a czasem pierwsza pensja nowej osoby w zespole.

Te liczby dobrze widać w danych:

Wskaźnik Wartość Uwagi
Udział MŚP w liczbie firm 99,8% Dominacja mikroprzedsiębiorstw (97,2%)
Udział MŚP w PKB 45,3% Mikro 28,2%, małe 8,1%, średnie 9,0%
Liczba zatrudnionych w MŚP 6,94 mln 67,8% zatrudnionych w sektorze przedsiębiorstw
Przychody MŚP 6,29 biliona zł Wzrost o 19,6% rok do roku
Inwestycje MŚP 109,65 miliardów zł Wzrost o 12%, małe firmy +29%
Średnie nakłady inwestycyjne Mikro: 19,5 tys. zł Małe: 606,2 tys. zł, Średnie: 3,4 mln zł
Udział samorządów w targach 65% Wspierają promocję lokalnych marek
Ulgi inwestycyjne oferowane przez samorządy 63% Zachęty do rozwoju i inwestycji
Współpraca samorządów z uczelniami 90% w dużych miastach Źródło innowacji i nowych kompetencji
Poparcie dla patriotyzmu gospodarczego 55% respondentów Wartość wyboru produktów „Made in Poland”
Zaufanie do lokalnych marek 95% Polaków Postrzegane jako solidne i wartościowe

To nie jest abstrakcyjna ekonomia. To codzienność: kiedy lokalna piekarnia kupuje nowy piec dzięki wzrostowi przychodów, kiedy mała szwalnia zatrudnia drugą krawcową, kiedy w twoim mieście pojawia się targ produktów regionalnych, bo samorząd inwestuje w promocję lokalnych marek (a robi to już 65% gmin i miast).

Jest tu też druga strona medalu, o której rzadko się mówi. Lokalni producenci jaj w Polsce są dziś zalewani tanimi importami z Ukrainy, Turcji czy Brazylii. W sklepie widzisz „polskie” etykiety, ale w tle ktoś właśnie przegrał z tańszym, masowym towarem. Podobnie widać to w sektorze spożywczym – Polska eksportuje ogromne ilości żywności, ale mamy zaskakująco mało globalnie rozpoznawalnych marek. Jednym z powodów jest niska świadomość konsumentów na temat certyfikatów jakości i pochodzenia produktów.

Do tego dochodzi ciekawy paradoks z sieciami handlowymi. Duże markety kojarzą się z bezpieczeństwem i kontrolą – wiemy, że żywność jest zgodna z regulacjami UE. Jednocześnie coraz więcej osób mówi mi wprost: „świeżości i jakości bardziej ufam na lokalnym targu”. Co ciekawe, Polacy świetnie wiedzą, że na tych targach często sprzedają handlarze z hurtowni czy giełd, ale i tak mają poczucie większej kontroli – mała skala, możliwość zadania pytania, czasem stała relacja z tym samym sprzedawcą.

PRO TIP: jeśli chcesz bardziej „świadomie” kupować polskie produkty spożywcze, nie zatrzymuj się na napisie na froncie. Sprawdzaj mały druk: kraj pochodzenia, nazwę producenta, certyfikaty. Przy jogurcie FruVita z Biedronki może się okazać, że raz stoi za nim Piątnica, a innym razem zagraniczny Lactalis – w obu przypadkach produkt może być poprawny, ale nie zawsze wspierasz polski kapitał, nawet jeśli kupujesz „znaną z półki” markę.

To wszystko pokazuje, że każdy nasz paragon dokłada się do większej układanki. Naprawdę masz wpływ na to, czy w Polsce będą rosły lokalne firmy, czy tylko obroty zagranicznych sieci.

Lokalni twórcy kontra globalne sieciówki

Kiedy ostatnio porządkowałam szafę z moją przyjaciółką, zrobiłyśmy mały eksperyment: odkładałyśmy na osobną kupkę ubrania z sieciówek i te od polskich marek. Po roku intensywnego noszenia różnica w jakości była brutalnie widoczna – szwy, kolor, fason. Na stosiku „lokalnym” większość rzeczy wyglądała jak po kilku, a nie kilkudziesięciu praniach.

Lokalni twórcy dają coś, czego masówka zwykle nie dowozi: unikatowość, większą dbałość o detale i możliwość prześledzenia, gdzie i jak dana rzecz powstała. Polacy coraz częściej kojarzą lokalne marki z solidnością, uczciwością i… realną produkcją w kraju. I słusznie. Jeśli spojrzysz na metki polskich marek odzieżowych i zobaczysz oznaczenie „PL”, możesz mieć sporą pewność, że za tę metkę ktoś w Polsce dostał wynagrodzenie – od krojowni, przez szwalnię, po prasowanie.

Przykładów jest więcej, niż się wydaje. Marka Big Star czy Benevento – kiedy widzę przy nich oznaczenie „PL”, wiem, że to nie tylko „polskie logo”, ale też produkcja, która dzieje się u nas, a nie na drugim końcu świata. Z kolei Vel Venti z Elbląga to marka, której większość kobiet nawet nie kojarzy, a która szyje koszule na miarę jako podwykonawca dla wielu polskich pracowni krawieckich i systemów MTM (made to measure). To trochę jak „ukryty filar” polskiej mody męskiej – wiesz, że koszula jest z małej pracowni, ale w tle stoi właśnie takie lokalne, specjalistyczne przedsiębiorstwo.

Jeśli kochasz kapelusze, możesz nawet nie wiedzieć, że Polska ma w tym temacie swoją perełkę: Polkap ze Skoczowa. Firma działa od 1924 roku i produkuje kapelusze nie tylko pod swoją marką, ale też dla światowych gigantów. To jedna z nielicznych kapeluszniczych firm w całej Europie Środkowo‑Wschodniej. Czyli, tak – całkiem możliwe, że stylowy kapelusz z „zagraniczną” metką w istocie urodził się… w Beskidach.

Z drugiej strony stoją globalne sieciówki. Kuszą niską ceną, szeroką rozmiarówką i szybkim dostępem do trendów. Ale ten „szybki” model ma swoją cenę: krótszy cykl życia ubrań, mniej transparentne łańcuchy dostaw, gorsze warunki pracy w fabrykach. Koszt użytkowania w dłuższej perspektywie często jest tak naprawdę wyższy – bo tania bluzka po kilku praniach ląduje w koszu, a my kupujemy kolejną.

Kiedy patrzę w metkę i widzę krótki łańcuch dostaw, realną produkcję w Polsce, wiem, że to bardziej zrównoważony wybór: dla środowiska, dla rynku pracy i dla mojej szafy.

Co to znaczy, że marka jest etyczna i ma misję

Mam taką zasadę: jeśli marka boi się pokazać swoje zaplecze – szwalnię, zakład, dostawców – zapala mi się czerwona lampka. Firmy, które rzeczywiście mają misję, zwykle są z tego zaplecza dumne.

Etyczna marka to dla mnie dużo więcej niż ładne logo i „eko” hasło w kampanii. To firma, która świadomie układa swój biznes tak, by szanować ludzi, środowisko i lokalne społeczności. Zaczyna się to od transparentności łańcucha dostaw – jasnej odpowiedzi na pytania: skąd mamy bawełnę, kto szyje nasze ubrania, w jakich warunkach powstają produkty.

Kluczowy element to sprawiedliwe warunki pracy. Chodzi o realne, a nie tylko deklarowane „dbamy o ludzi”: bezpieczne warunki, uczciwe wynagrodzenie, szacunek do czasu i zdrowia pracowników. To można zweryfikować – choćby poprzez certyfikaty, zdjęcia z produkcji, raporty społeczne, ale też po prostu sposób, w jaki marka odpowiada na niewygodne pytania.

Do tego dochodzi etyczne pozyskiwanie surowców. Dla mnie oznacza to dwie rzeczy naraz: troskę o środowisko (np. ograniczanie zużycia wody, dobór materiałów, recykling) i poszanowanie praw człowieka na każdym etapie – od plantacji, przez przędzalnię, po gotowy produkt.

Marki z misją często wchodzą też głębiej w życie lokalnych społeczności. Wspierają rzemieślników, utrzymują tradycyjne techniki, inwestują w edukację. Na świecie dobrymi przykładami są Patagonia, Everlane czy Reformation – ich ubrania nie tylko „dobrze wyglądają”, ale też stoją za nimi konkretne działania: naprawy produktów, raporty z fabryk, programy wsparcia lokalnych inicjatyw. To właśnie ten wymiar, który w języku biznesu nazywamy Corporate Social Responsibility (CSR), a w języku zwykłego życia – „bierzemy odpowiedzialność za to, co robimy”.

W Polsce takich marek też jest coraz więcej, choć nie wszystkie mają tyle budżetu na kampanie wizerunkowe. Dlatego czasem, żeby je znaleźć, trzeba trochę poszperać – ale efekty są tego warte.

Jak rozpoznać etyczną, lokalną markę w praktyce

Kiedy przygotowywałam materiał o etycznych markach dla jednego z magazynów, miałam na biurku stos ubrań, kosmetyków i słodyczy. Każdy produkt przechodził ten sam „test Joanny”: skąd jest, kto za nim stoi, co da się o nim powiedzieć po pięciu minutach szperania w internecie.

Pierwsza rzecz, na którą patrzę, to oznaczenie pochodzenia – „Made in Poland” to nie tylko duma z metki, ale też skrócony łańcuch dostaw i większa szansa, że wiem, kto stoi po drugiej stronie. Aż 95% Polek i Polaków deklaruje, że bardziej ufa lokalnym markom niż zagranicznym. 81% widzi w polskich markach konkretne wartości, takie jak jakość czy patriotyzm gospodarczy. To nie jest tylko emocja – to realnie przekłada się na wybory przy półce.

Polskie marki są też kojarzone z uczciwością (57%) i z produkcją w Polsce (74%). Co ciekawe, tylko 51% badanych łączy je z polskim kapitałem – i to jest ważny sygnał, że sama „polsko brzmiąca” nazwa niewiele znaczy, jeśli nie zajrzymy głębiej.

Z perspektywy gospodarki wszystko się tu pięknie składa: MŚP generują niemal połowę polskiego PKB i zatrudniają ponad 67% pracowników sektora przedsiębiorstw. 63% badanych uważa, że etyczne marki realnie wspierają lokalną gospodarkę, a 49% kojarzy je z solidnością i pozytywnymi doświadczeniami zakupowymi.

Te postawy dobrze podsumowuje ta tabela:

Kryterium Dane / Procenty Komentarz
Zaufanie do lokalnych marek 95% Polaków ufa markom rodzimym Wysoki poziom zaufania przekłada się na wybory konsumenckie
Postrzegane wartości lokalnych 81% dostrzega patriotyzm i jakość Silny związek emocjonalny z lokalnymi produktami
Produkcja i kapitał polski 74% kojarzy marki z produkcją, 51% z polskim kapitałem Świadomość pochodzenia i wsparcia lokalnej gospodarki
Wspieranie gospodarki lokalnej 63% uważa, że etyczne marki wspierają lokalną gospodarkę Wybór marek wpływa na rozwój społeczności i rynku
Solidność i pozytywne doświadczenia 49% wskazuje jako cechy lokalnych marek Jakość i zaufanie budowane na bazie doświadczeń
Patriotyzm gospodarczy 55% łączy zakup z budowaniem patriotyzmu Kupowanie lokalnego to akt świadomego wsparcia kraju

W praktyce, kiedy zastanawiasz się, czy dana marka jest etyczna, zadaj sobie kilka pytań:

  • Czy jasno mówi, gdzie produkuje (np. przez oznaczenie „PL” przy nazwie, tak jak robią to niektóre polskie marki odzieżowe – Big Star, Benevento i wiele innych)?
  • Czy pokazuje swoje zakłady, współpracowników, podwykonawców (jak Vel Venti w świecie koszul czy Polkap w świecie kapeluszy)?
  • Czy chwali się certyfikatami i potrafi wyjaśnić, co one właściwie dla ciebie znaczą?

Tu wychodzi jeszcze jeden polski problem: mamy sporo świetnych produktów, ale mało naprawdę rozpoznawalnych globalnie marek. Jednym z powodów jest to, że jako konsumenci wciąż słabo kojarzymy certyfikaty jakości i często kierujemy się głównie ceną i hasłem z reklamy. Drobny przykład: w słodyczach marki takie jak Next, Nordis czy Solidarność to wciąż w dużej mierze „rodzime” firmy, podczas gdy Wedel czy Wawel są już tylko częściowo polskie. Kiedy sięgamy po markę własną supermarketu, pochodzenie potrafi zmieniać się w zależności od kontraktu – dziś polski, jutro już nie.

PRO TIP: jeśli chcesz poznawać niszowe polskie marki bez spędzania godzin na researchu, zajrzyj na blogi i katalogi typu kupujepolskieprodukty.pl. To kopalnia małych, często zupełnie nieznanych firm, które robią świetne rzeczy po cichu.

Im bardziej świadomie wybierasz, tym mniej jesteś zdana na marketing, a bardziej na własne wartości.

Ekologiczny wymiar lokalnych i etycznych wyborów

Kiedy w jednym tygodniu wyrzuciłam trzecią z rzędu „rozsypującą się” bluzkę z sieciówki, naprawdę się wściekłam. Nie tylko na jakość, ale na siebie – bo każda taka rzecz to odpad, który gdzieś wyląduje na wysypisku, a ja dorzucam do tego swoją cegiełkę.

Lokalne i etyczne marki bardzo często mają wpisany w DNA szacunek do środowiska. Stawiają na materiały organiczne, tkaniny z recyklingu, krótsze łańcuchy dostaw. Dzięki temu zużywa się mniej wody i energii, a emisja szkodliwych substancji do powietrza i wód realnie spada. Mniej ładnie brzmiących sloganów, więcej konkretnych działań.

Widać też wyraźnie, jak rośnie świadomość ekologiczna. Coraz częściej słyszę od kobiet: „kupiłam tę sukienkę, bo wiem, że posłuży mi kilka lat, zamiast trzech wyprzedażowych sezonów”. Moda z recyklingu, ubrania z odzyskanych materiałów, kosmetyki w opakowaniach zwrotnych – to przestaje być nisza, a staje się częścią codzienności.

Odpowiedzialna konsumpcja nie oznacza wcale, że masz przestać kupować. Bardziej: kupować mniej, ale lepiej. Ubrania i produkty, które dłużej wytrzymają, nie wyjdą z mody po jednym sezonie i nie rozpadną się po kilku użyciach. To z jednej strony mniejsza presja na środowisko, z drugiej – paradoksalnie – oszczędność pieniędzy w dłuższym okresie.

Dla mnie każdy taki wybór to mała deklaracja: chcę świata, w którym rozwój i wygoda nie muszą odbywać się kosztem planety.

Jak na co dzień wspierać lokalnych producentów – 7 prostych działań

Kiedy rozmawiam z kobietami na warsztatach, często słyszę: „Ja bym bardzo chciała kupować lokalne rzeczy, ale nie wiem, od czego zacząć i boję się, że to będzie dużo droższe”. Zazwyczaj odpowiadam: zacznij od jednego nawyku. A potem dołóż kolejny.

1. Wybieraj świadomie lokalne produkty

Zamiast wrzucać do koszyka „pierwsze lepsze”, zacznij pytać: kto to wyprodukował? Gdzie? Czy to jest „Made in Poland” z polskim kapitałem, czy tylko polsko brzmiąca marka należąca do zagranicznego koncernu? Wiesz już, że sektor MŚP generuje 45,3% PKB i daje 6,94 mln miejsc pracy – za każdym polskim produktem stoi fragment tej układanki.

2. Korzystaj z małych sklepów i targowisk

Na lokalnym targu, nawet jeśli część sprzedawców to handlarze z giełdy, mamy zupełnie inną dynamikę niż w hipermarkecie. Możesz zapytać, skąd są jajka, jak długo leży ser, dlaczego jabłka wyglądają tak, a nie inaczej. Właśnie dlatego Polki i Polacy wciąż chętnie ufają takim miejscom – mała skala daje poczucie większej kontroli konsumenckiej i instytucjonalnej.

UWAGA: przy jajkach bądź szczególnie czujna. Lokalni producenci są dziś mocno przygniatani przez tanie importy z Ukrainy, Turcji czy Brazylii. Jeśli zależy ci na wspieraniu polskich gospodarstw, sprawdzaj kody na skorupkach (początek „PL”) i informacje o producencie.

3. Szukaj etycznej mody w Polsce

Zamiast kolejnego „must have” z globalnej sieciówki, rozejrzyj się za polskimi markami szyjącymi w kraju. Sprawdzaj oznaczenia „PL” przy markach takich jak Big Star, Benevento i wielu innych. W tle często stoi sieć lokalnych podwykonawców – jak wspomniane już Vel Venti szyjące koszule dla wielu polskich pracowni czy Polkap tworzący kapelusze dla światowych marek.

Takie wybory zmniejszają ślad węglowy (krótszy transport) i wspierają miejsca pracy na każdym etapie łańcucha produkcji – od krojowni po pakowanie.

4. Zwracaj uwagę na certyfikaty i transparentność

Jeśli na produkcie widzisz certyfikat, nie przechodź obok niego obojętnie – sprawdź, co oznacza. Jednym z powodów, dla których Polska ma tak mało globalnie rozpoznawalnych marek, jest właśnie niska świadomość konsumentek i konsumentów w temacie znaków jakości.

Przy żywności i słodyczach to szczególnie ważne. Zamiast ślepo ufać markom własnym marketów, których pochodzenie może się zmieniać, sięgaj po produkty firm, które możesz „rozebrać” na części: Next, Nordis, Solidarność to przykłady wciąż mocno osadzonych w Polsce marek, podczas gdy Wedel czy Wawel są już tylko częściowo polskie. Znowu – chodzi nie o zakaz, ale o świadomy wybór.

5. Korzystaj z lokalnych usług i miejsc

Nie tylko produkt fizyczny ma znaczenie. Kiedy wybierasz fryzjerkę z osiedla zamiast sieciówkowego salonu w galerii handlowej, lokalną kawiarnię zamiast globalnej sieci, warsztat krawiecki zamiast wyrzucenia spodni – też wspierasz polską gospodarkę.

Dla mnie każda wizyta w małej kawiarni w mieście, w którym jestem pierwszy raz, to mały rytuał. Często wychodzę z nową historią i listą lokalnych marek do sprawdzenia.

6. Rozmawiaj z bliskimi o świadomym kupowaniu

Zmiana nawyków dzieje się w rozmowach. Kiedy przy obiedzie mówisz: „Kupiłam świetny płaszcz od małej polskiej marki, szyją w Łodzi, pokazują swoją szwalnię na Instagramie”, siejesz ziarno. Może twoja mama następnym razem też zajrzy na metkę, a koleżanka z pracy zacznie szukać polskich kosmetyków.

7. Buduj długoterminową relację z markami

Jeśli znajdziesz lokalną markę, z którą ci po drodze, zostań z nią na dłużej. Kupuj regularnie, dawaj szczery feedback, bierz udział w ich wydarzeniach, live’ach, przedsprzedażach. Małe firmy żyją dzięki stałym klientkom – to oni dają im oddech finansowy i przestrzeń na rozwój.

Wsparcie systemu: co robią instytucje, a co możesz zrobić ty

Podczas jednej z konferencji o przedsiębiorczości kobiet rozmawiałam z właścicielką małej manufaktury kosmetycznej. Powiedziała mi: „Gdyby nie programy PARP i środki unijne, pewnie dalej mieszałabym kremy w kuchni. A tak mam mały zakład i zatrudniam cztery osoby”. To pokazuje, że oprócz naszych decyzji konsumenckich istnieje jeszcze cały system wsparcia.

Instytucje takie jak Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości (PARP) czy programy unijne – choćby Krajowy Plan Odbudowy – dają MŚP dostęp do dotacji, szkoleń, doradztwa i pieniędzy na inwestycje. Właśnie dzięki temu inwestycje w sektorze MŚP przekraczają już 109,65 mld zł, notując 12% wzrostu rok do roku, a w małych firmach aż 29%. Samorządy organizują targi (robi to 65% z nich), oferują ulgi inwestycyjne (63%) i współpracują z uczelniami (w dużych miastach aż 90%) – to z tej współpracy rodzą się innowacje i nowe kompetencje.

Z twojej perspektywy najważniejsze jest to, że ten cały system ma sens tylko wtedy, gdy na końcu ktoś kupuje produkt albo usługę. Możemy mieć najpiękniejszą dotację świata, jeśli potem towar zalega w magazynie. Dlatego twoje decyzje przy półce sklepowej są tak ważne – domykają cały łańcuch.

Dlaczego to wszystko ma sens – osobiste podsumowanie

Kiedy ktoś pyta mnie: „Joanna, po co ty się tak męczysz z tym czytaniem etykiet, sprawdzaniem metek, szukaniem lokalnych marek?”, zawsze wracam myślami do jednej sceny. Mała miejscowość, rodzinny sklepik z ubraniami. Wchodzę w poniedziałek, właścicielka mówi: „Weekend był świetny, przyszły dwie klientki, które przeczytały twój artykuł. Kupiły płaszcze. Wiesz, chyba wezmę jeszcze jedną dziewczynę do pomocy”.

Kupując produkty z oznaczeniem „Made in Poland”, dokładasz się do takich historii. Budujesz patriotyzm gospodarczy, ale nie jako patetyczne hasło, tylko jako bardzo praktyczne działanie: pomagasz utrzymać miejsca pracy, zwiększasz transparentność rynku, wspierasz etyczne standardy.

Dla mnie etyczna marka to taka, która nie boi się pytań. Pokazuje, gdzie produkuje, skąd ma surowce, jak traktuje ludzi. Często współpracuje z lokalnymi dostawcami, inwestuje w społeczność, dba o środowisko. Kiedy widzę, że za pięknym produktem stoi sensowna filozofia i odpowiedzialność – jestem w domu.

Na poziomie makro dzięki naszym wyborom rosną przychody MŚP (6,29 biliona zł z 19,6% wzrostem rok do roku), powstają nowe inwestycje, a polskie firmy mają szansę konkurować nie tylko na krajowym, ale i międzynarodowym rynku. Na poziomie mikro – mamy lepszą jakość produktów, większe poczucie sprawczości i realny wpływ na to, jak wygląda świat wokół nas.

55% Polek i Polaków widzi w kupowaniu polskich produktów wyraz patriotyzmu gospodarczego. Ja widzę w tym coś jeszcze: troskę o przyszłe pokolenia. Bo jeśli dziś będziemy wspierać lokalnych producentów i etyczne marki, jutro nasze dzieci będą miały większy wybór niż tylko „ta sama rzecz w pięciu sieciówkach”.

Najczęstsze pytania, które słyszę o kupowaniu polskich produktów

Dlaczego w ogóle mam kupować polskie produkty, skoro czasem są droższe?
Kiedy sięgasz po produkt „Made in Poland”, nie płacisz tylko za rzecz. Wspierasz lokalną gospodarkę, utrzymanie miejsc pracy i rozwój małych oraz średnich firm, które generują 45,3% naszego PKB i zatrudniają prawie 68% pracujących w sektorze przedsiębiorstw. Masz też większą kontrolę nad jakością i pochodzeniem surowców – łatwiej sprawdzić, kto stoi za produktem, jakie ma standardy i czy gra fair wobec ludzi oraz środowiska. Do tego dochodzi krótszy transport, czyli mniejszy ślad węglowy.

Jak w praktyce rozpoznać etyczną, lokalną markę?
Zaczynam od prostych rzeczy: sprawdzam metkę („Made in Poland”, oznaczenie „PL”), szukam informacji o miejscu produkcji na stronie, patrzę, czy marka pokazuje swoje zakłady i ludzi, z którymi współpracuje. Sprawdzam certyfikaty, ale też to, czy firma potrafi zrozumiale wyjaśnić, co one znaczą. Przeglądam opinie klientek – zwłaszcza te dłuższe, opisowe. Jeśli marka jest obecna na blogach katalogujących polskie produkty, takich jak kupujepolskieprodukty.pl, to też dobry sygnał. A przy słodyczach i żywności zaglądam za „ładną etykietę”, bo nazwa brzmiąca „po polsku” nie zawsze oznacza polski kapitał czy produkcję w kraju.

Jakie wsparcie mają lokalni producenci poza tym, co robią konsumenci?
Polskie MŚP mogą korzystać z dotacji, szkoleń i programów rozwojowych organizowanych m.in. przez PARP czy w ramach funduszy unijnych, takich jak Krajowy Plan Odbudowy. Samorządy organizują targi promujące lokalne marki (robi to 65% z nich), oferują ulgi inwestycyjne (63%) i współpracują z uczelniami (w dużych miastach aż 90%). To wszystko pomaga firmom rosnąć, inwestować i unowocześniać się. Ale bez naszych decyzji przy kasie – bez tego, że wybierzemy ich produkt zamiast masowego zamiennika – ten system nie zadziała. Dlatego rola konsumentek i konsumentów jest tu nie do przecenienia.